Testament merdania – wiersz



Zapisuję wam to, choć i tak nie czytacie z zapachów.
Po pierwsze, skończmy z mitem o mojej szlachetności.
Patrzyłem Ci w oczy tak głęboko i długo
nie z powodu niewypowiedzianej, wszechświatowej mądrości,
lecz dlatego, że w prawej ręce miałeś kiełbasę lub ser.
Byłem w tym po prostu skuteczny.
W kwestii dyspozycji majątkowych:
zwracam Ci kanapę.
Możesz na niej wreszcie usiąść w dowolnej pozie,
bez tego nieznośnego poczucia winy, że budzisz śpiącego.
Zostawiam Ci też sierść. Na dywanach, kocach i pościeli.
To mój najtrwalszy, starannie wytkany pomnik,
o wiele lepszy i lepszy niż te Twoje złociszcze.
Co do pochówku i stypy:
daruj sobie wzniosłe metafory o Tęczowym Moście.
Brzmi to zbyt pstrokato jak na kogoś, kto widzi świat w odcieniach szarości.
I jeszcze jedno, w zasadzie najważniejsze.
Kiedy już wypłaczesz te swoje ludzkie, głośne łzy,
nie powtarzaj z uporem, że nikt mnie nigdy nie zastąpi.
Byłem psem. Moim zadaniem było Cię wytresować
do regularnych spacerów, zabawy i wstawania o świcie.
Dlatego weź następnego.
To nie żadna zdrada pamięci, a raczej dowód na to,
że wykonałem swoją pracę bezbłędnie
i nie umiesz już żyć w sterylnym domu.
Tylko, na litość boską,
nie kupuj mu tej drogiej, dietetycznej karmy,
którą tak bardzo chwalił weterynarz.
Życie, jak się właśnie okazuje,
jest na nią zdecydowanie za krótkie.

Wspieraj MojeLipsko – pomóż nam się rozwijać




Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.