Czas to taki oszust o dwóch twarzach.
Leczy rany,
ale przedtem musi je zadać.
Serce złamane w poniedziałek
we wtorek jeszcze boli,
w środę marudzi,
w czwartek narzeka szeptem,
w piątek już tylko westchnie,
a w sobotę zastanawia się,
czy w ogóle było złamane.
Podobno czas kaleczy i czas leczy.
Dobrze by było wiedzieć, kiedy i co.
Czy istnieje jakiś rozkład jazdy
dla bólu i ulgi,
czy może harmonogram łez?
Od września do marca kaleczenie?
Od kwietnia do sierpnia leczenie?
Przecież nikt nie powiedział,
że to ten sam czas.
Może kaleczy czas przeszły,
a leczy przyszły?
Albo odwrotnie.
A może po prostu czas
jest jak ciocia Jadzia?
Czasem słodka, czasem kwaśna,
i nigdy się nie da przewidzieć,
którą nogą wstała danego dnia?
W każdym czas razie rzadko pyta,
czy mamy na niego ochotę.
Czas, nie ciocia!
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis