Publikujemy list czytelnika/czytelniczki. Pisownia oryginalna.
Kampania w Solcu nad Wisłą przypominała folder turystyczny: słońce zawsze nad Wisłą, drogi gładkie jak stół, inwestycje w szeregu jak na defiladzie, a urząd otwarty na dialog i współpracę jak dom kultury w Dniu Dziecka.
Po wyborach folder zamienił się w karteczki samoprzylepne: inicjatywa do odklejenia, komitet do powołania, ogłoszenie do publikacji, a wielkie plany – do później, kiedyś, może, nigdy.
Proszę o przeczytanie i dyskusję. być może ruszymy Panią Burmistrz i w końcu w tej kadencji zacznie się coś dziać? Może scenę plenerową w końcu zacznie budować. W końcu poprzedni Burmisrz załatwił finansowanie.
Rzecz pierwsza: skala aspiracji kontra rozmach gestów.
Zamiast widocznych decyzji o kluczowych inwestycjach – uroczyste komunikaty, że coś ogłoszono, powołano, skontaktowano i opublikowano, co ma swój urok, ale przypomina bardziej ruchy rozgrzewkowe niż bieg do mety.
Gmina chwali się wyróżnieniem przy okazji jubileuszu 700-lecia – piękny moment, godny albumu, lecz mieszkańcy pytają o codzienność: drogi, szkoły, przestrzeń nad rzeką, a nie kolejne laurki i scenografię do przemówień.
Rzecz druga: wizerunek zamiast wektora.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że priorytetem jest kalendarz wydarzeń, a nie harmonogram robót – są turnieje, posty, zaproszenia i podziękowania, jakby sprawne prowadzenie fanpage’a było nową miarą zarządzania.
Kiedy z urzędu patrzy się głównie przez obiektyw aparatu, nawet konferencja prasowa zaczyna udawać plan zagospodarowania, a strona BIP – projekt budżetu, jeśli tylko doda się do niej odpowiednio wiele załączników.
Rzecz trzecia: sprawy drobne, skutki realne.
Głośny epizod z utratą danych oraz tłumaczeniami, które wzbudziły więcej kręcenia głową niż zaufania, to nie jest “mała wpadka” – to sygnał, że fundamenty administracji skrzypią, a gdzie skrzypi, tam się nie buduje, tylko reperuje, najlepiej po cichu i w pośpiechu.
Gdy nowa władza zaczyna kadencję od gaszenia wizerunkowych pożarów, szybko brakuje tlenu na sprawy trudne i nudne, czyli te, które naprawdę zmieniają gminę na lepsze.
I po czwarte: rytuały zamiast rezultatów.
Powołania komisji, zarządzenia, konsultacje do konsultacji – to wszystko jest potrzebne, ale nie może stać się substytutem decyzji, które widać na mapie i w portfelu mieszkańca.
Jeśli najczęściej podpisywanym dokumentem jest obwieszczenie, a nie umowa na wykonawstwo, to z czasem obwieszczać będzie można co najwyżej kolejne rocznice i kolejne “etapy prac nad projektem”.
Solcu nie brakuje potencjału, tylko wektora – kierunku, w którym słowa zamieniają się w drogę, a nie w drogowskaz do kolejnego wydarzenia na Facebooku.
Pani Burmistrz może wciąż odwrócić tę opowieść, ale do tego potrzeba mniej zdjęć z przecinania wstążek, a więcej podpisów pod przetargami, które da się skontrolować nie po oklaskach, a po kilometrze asfaltu i godzinie oszczędzonej w drodze do pracy.
Burmistrz Małgorzata Szymańska konsekwentnie wzmacnia życie gminy, lokalną tradycję, aktywizuje seniorów i młodzież oraz reprezentuje Solec przy okazji jubileuszu 700‑lecia – za co zasługuje na szacunek mieszkańców i poważne traktowanie jako osoba kompetentna do pełnienia urzędu. Mamy wpsaniały Laur przecież i w końcu herb!
Blisko dwa lata temu obiecano mieszkańcom tej gminy wiele… Ile z tych obietnic zrealizowano, bądź się realizuje? Ile? „Składane deklaracje i programy powinny być tym, co zobowiązuje. Odpowiedzialność za słowo to fundament demokratycznego państwa” – cytuję za Panem Prezydentem. Gminy także to dotyczy, bowiem nikt nie lubi złotych obietnic kończących się rozczarowaniem…
ten artykuł to kwintesencja poczynań ( bo trudno tu mówić o zarządzaniu ) przez tą panią
Kto wam płaci za szkalowanie pani burmistrz? To jest kobieta z klasą i wizją!
Klasa, powiadasz? Ciekawe, bo przebieranki, bezsensowne wystąpienia i kupowanie nagród to raczej karnawał niż klasa. A wizja? Chyba tylko ona sama wie, jaka jest ta wizja.
Co do klasy to ja się wypowadał nie będę ale wizja? Gdzie? Wtedy jak patrzyła w dół z rurą? Co ona tam zobaczyła? Bo poza piachem to tam nic nie było.
Czajkowski to byl leń nad lenie i wiele złego zrobił gminie ale ta Pani to próźzniak patentowany!