Rozstrzygnięcie konkursu literackiego „MÓJ ŚWIAT MALOWANY SŁOWEM”!




W tegorocznej  edycji konkursu ,,Mój świat malowany słowem” (online) wzięło udział 15. uczestników w  trzech kategoriach wiekowych.

Młodzi twórcy sięgnęli po formę opowiadania, bajki oraz wiersza, wypowiadając się na istotne dla nich tematy i ukazując autentyczny świat własnych przeżyć, marzeń i zainteresowań. Po raz kolejny okazało się, że wyobraźnia piszących nie zna granic, a rzeczywistość szkolna, dom, rodzina oraz własne pasje (książka, sport) są doskonałym tworzywem dla wypowiedzi epickiej czy lirycznej.

Jury w składzie: Lucyna Stępnikowska i Waldemar Balcerowski przyznało następujące nagrody i wyróżnienia:

w kat. kl. IV- VI:
laureaci: Nadia Madejska z PSP w Lipsku, Nicola Sygnet z PSP w Krępie Kościelnej.
wyróżnienia: Karolina  Przygodzka z PSP w Pawłowicach, Natalia  Gozdurz PSP w Krępie Kościelnej, Tymoteusz  Walczyk z PSP w Lipsku, Franciszek  Burdon z PSP w Lipsku, Martyna  Stempień z PSP w Krępie Kościelnej.

w kat kl. VII- VIII:
laureatka: Wiktoria Włoszczak z PSP w Krępie Kościelnej.

w kat. szkoły ponadpodstawowe:
laureatka: Zuzanna Gozdur z ZSOiT w Lipsku
wyróżnienia: Wiktoria  Puton  i Aleksandra Czubak  z ZSOiT w Lipsku.

Gratulujemy nagrodzonym i wyróżnionym, dziękujemy również wszystkim za udział w tegorocznym konkursie literackim  i zachęcamy do udziału w następnej jego edycji. Wszystkich uczestników konkursu zapraszamy po odbiór dyplomów i nagród książkowych w godzinach pracy biblioteki.


Poniżej prezentujemy prace laureatów.

Wiktoria Włoszczak – laureat

Paradoks orzecha

Sam na sam.
Szukając wolności,
szukając szczęścia-
krążę wokół pagórka.
Wznoszę zmęczoną dłoń-
sięgam po orzech.
Odziany w potężną skorupę
stwarza wrażenie kuli armatniej.
W środku małe, bezbronne nasiono-
niczym jest bez swej zapory.

Obok szeleści coś w zieleni.
Maleńki robak-
zdesperowany oficer
próbuje rozgryźć roślinę.
Jej skorupa już dawno legła
lecz środek zdziwienie sieje.

Na myślenie nie ma czasu,
pora ruszyć z zakola.
Dziką dróżką do lasu-
system drzew obserwować.

Aż tu nagle pod butem
cichy dotyk poczułam.
Prędko chwytam biedaka,
żeby zajrzeć do środka.
Głuchy lęk mnie ogarnął,
lekki dreszcz opamiętał.
Gdy spojrzałam do wnętrza
mroczna pustka pływała.
Pustka większa niż koniec.
Pustka gorsza niż smutek.
Podlewała nasiona wodą martwą od udręk.

Chwilę stałam tak w bólu,
żeby zdać sobie sprawę,
że niektóre orzechy
z ludzi są poskładane.


Nicola Sygnet- laureat

,,Zasadzka w krainie snów”

W piątek ubiegłej nocy śniło mi się coś dziwnego i poplątanego. Postanowiłam Wam o tym opowiedzieć. Była zimna, pochmurna noc. Kiedy położyłam się spać i zamknęłam oczy zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Pojawiłam się w kolorowym lesie gdzie wszystko było wesołe i radosne. Wyglądało na to, że było lato. Po jednej stronie były ciemne chmury, po drugiej kolorowe lasy i łąki. Zdziwiło mnie to. Nagle z krzaków wyskoczyła sarenka, która kazała mi za nią iść. Posłuchałam jej i za nią poszłam. Owa sarenka zaprowadziła mnie do dużego zamku, w którym czekała na mnie Biała Królowa. Ukłoniłam się jej i powiedziałam:

Mam na imię Lilka i chciałabym się dowiedzieć co ja tutaj robię?
Królowa odparła:
-Moja droga jesteś tutaj abyś mi pomogła.
-W czym?- zapytała Lilka.
-W odzyskaniu snów dzieci.
-Dlaczego?
-Dlatego, żeby dzieci odzyskały dobre sny, a nie te złe.
-A gdzie te sny się znajdują? – przestraszona Lilka zapytała.
-Wiesz pewnie znalazłaś się w lesie, prawda?
-Tak, ale skąd pani to wie?
-Lilko ja stworzyłam ten świat.
-Po co?
-Żeby ochronić się przed moim bratem Iktornem, aby nie ukradł moich snów. Niestety pewnej nocy mnie odnalazł i ukradł moje sny, które miały być dane dzieciakom znaczy się dzieciom rzecz jasna. Iktor ukradł mi dobre sny i ma zamiar dzisiaj zamienić je w nieprzyjemne, których dzieci mają się przestraszyć.
-Więc trzeba go powstrzymać jak najszybciej!- krzyknęła Lilka.
-Masz racje Lilko. Pomożesz mi odzyskać te sny?
-Oczywiście, ale sama nie dam rady potrzebuję pomocników miecz, tarczę oraz zbroję.
-Przygotuję Ci wszystko, tylko opowiem Ci co się tam znajduje.
-Dobrze niech pani mówi – odparła Lilka.
-Znajduje się tam ogromna bestia, która chroni wejście do komnaty, w której znajdują się sny. Trzeba wejść najpierw do zamku, znaleźć bestię i poczekać aż zaśnie. Potem zerwać klucz z jej szyi, otworzyć po cichu drzwi i ukraść sny. Pomogą Ci w tym twoi pomocnicy. Tylko uważaj aby mój brat Was wszystkich nie złapał. Rozumiesz mnie?
-Oczywiście moja pani.
-To dobrze. Tutaj masz jeszcze mapę i konia żebyś szybciej dotarła na miejsce. Pamiętaj! Nie zgub tej mapy. Ona jest bardzo cenna.
-Dobrze. Postaram się zdobyć te sny!
-To ruszaj w drogę moja droga – powiedziała Królowa.
A w myślach powiedziała:
-Jaka ja jestem mądra i sprytna.
Po kilku godzinach jechania w końcu dotarliśmy na miejsce. Przed drzwiami stali strażnicy i nie mieliśmy jak wejść do zamku.
-Pani jak mamy wejść do zamku, jak przed nim stoją strażnicy? – zapytał jeden z pomocników o imieniu Lolek.
-Nie wiem Lolku, najwyraźniej musimy znaleźć inne wejście do Czarnego zamku.
Po paru minutach szukania jeden z towarzyszy o imieniu Tymfus znalazł ukryte przejście, które prowadzi do zamku.
-Super Tymfusie znalazłeś ukryte przejście.
-Nie ma za co pani – powiedział Tumfus.
-Nie musicie do mnie mówić pani wystarczy Lilka.
-Dobrze Lilko.
Po przejściu przez tajne przejście do zamku pojawili się wszyscy przed drzwiami do snów.
-Lilko to tutaj są ukryte sny?
Pisało na drzwiach:
NIE WCHODZIĆ !!!
-Masz rację Lolku nie pisało by tak gdyby to nie było coś ważnego.
-Dziękuję Lilko – odpowiedział Lolek.
-Ha i co tum… coś tam Lilka na sto procent powie królowej, że ja jestem najlepszy!!
-Nie prawda ona powie, że ja jestem najlepszy!
-Nie!
-Tak!
-Hej chłopaki przestańcie!Na razie nikt nie zasługuje na miano najlepszego pomocnika, a tak w ogóle to każdy jest najlepszy.
-Masz rację, przepraszamy.
-OK, teraz musimy zdobyć klucz z szyi bestii. Najpierw musimy ją znaleźć i poczekać aż zaśnie i wtedy zerwę jej klucz z szyi, a Wy tym czasem będziecie pilnować czy ktoś nie nadchodzi, OK?
-Tak.
Nagle usłyszeli mocne uderzenia w podłogę zamku. To była bestia. Miała złoty klucz wiszący na szyi.
-Zobaczcie to bestia. Śledzimy ją teraz?
Czekali, czekali i czekali aż bestia zaśnie, ale nie zasnęła. Po chwili Iktorn wydał rozkaz aby bestia położyła się spać i się położyła.
-Teraz mamy szansę.
Lilka zerwała klucz z szyi i otworzyła drzwi. Czym prędzej chowała sny do worka. Nie miała pojęcia, że za jej plecami w drzwiach stał Iktorn. Porwał Lilkę i jej towarzyszy, powiódł do komnaty i powiada:
-Skąd przybywacie i dlaczego chcieliście ukraść moje sny?
-Twoje sny to są twojej siostry sny, czyli Białej Królowej!
-Czyli Wy przybywacie od mojej złej siostry?
-Tak, a co niby myślałeś? Ona nie jest zła tylko dobra a ty jesteś tym złym!
-Straże wtrącić ich do lochu i zabierzcie im sny w tej chwili!
Po wtrąceniu wszystkich do tego samego lochu Tumfus wyjął z kieszeni wsuwkę.
-Tumfusie daj mi tę wsuwkę.
-Dobrze Lilko.
Dzięki wsuwce do włosów otworzyłam drzwi i i ukradliśmy sny.
-Szybko bo zaraz tu przyjdą.
-OK, mam je, uciekamy!
-Nigdzie nie pójdziecie!
-Uciekaj Lilko my się nim zajmiemy!
-Jesteście najlepsi!, kocham Was.
Kiedy wróciłam do Białej Królowej opowiedziałam je o wszystkim.
-Oj biedactwo to nie koniec twoich zmartwień.
-Jak to?
-Mój brat miał rację ja jestem tą złą a on tym dobrym. Pozmieniałam strony naszego świata abyś uwierzyła, że ja jestem dobra, a teraz rządzę całym światem snów, a to dzięki Tobie Ha Ha Ha!! zmykaj stąd.

Co nie!….
Pstryknęła mnie w nos i wróciłam do siebie i tak nieszczęśliwie kończy się ta opowieść.


Nadia Madejska- laureat

Zaczarowana mucha
Pewnego dnia, kiedy odrabiałam lekcje na mojej książce usiadła mała muszka.
Bardzo mi to przeszkadzało, więc ją z niej zgoniłam.
Jednak, kiedy muszka wzbiła się w powietrze, w pokoju rozległo się głośnie bzyczenie. Tego nie wytrzymałam, przyniosłam słoik z kuchni i uwięziłam w nim muszkę.
Wieczorem poszłam spać, ale przed snem sięgnęłam po moją ulubioną książkę i nawet nie poczułam, kiedy zasypiam.
Gdy się obudziłam, znajdowałam się w innym pokoju, innym domu! Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam małą wioskę, znajdującą się u stóp wielkiej góry. Usłyszałam dziwne chrobotanie. Odwróciłam się…
….i nagle zza szafy wyskoczyła mała szara myszka, która cichutko popiskiwała! Po jakimś czasie, usłyszałam, że prosi mnie o pomoc. Spokojnie, na palcach, żeby jej nie spłoszyć, podeszłam, wzięłam ją na ręce i spojrzałam w górę.
Okazało się, że pod dachem wieży, w której się znajdowałam, na jednej z desek, na myszkę czaił się kot.
Gdy mnie zobaczył, przestraszył się. Widziałam jego mocno zjeżoną sierść i naprężone ze strachu ciało. Najszybciej jak mógł, wyskoczył przez dziurawy dach.

Gdzie jesteśmy? -zapytałam myszki, która zeskoczyła na podłogę i wpatrywała się we mnie okrąglutkimi i czarnymi jak ziarenka maku oczkami.
-To ty nie wiesz ?-odpowiedziała mysz ze zdumieniem.
-Nie wiem, dziś rano pojawiłam się tutaj.
-Oj przepraszam, zapomniałam, ale skoro nigdy wcześniej tu nie byłaś, to być może jesteś tu za karę.
-To może być prawda myszko, wczoraj zamknęłam pewną muszkę w słoiku i bardzo tego żałuję.
Kiedy tak rozmawiałyśmy, nagle przed nami pojawiły się drzwi. Poczułam silny podmuch powietrza…i zaczęłam pędzić do środka. Nie mogłam nic zrobić, poddałam się tej niezwykłej sile… Świat wokół zawirował i nagle…
… znalazłam się na pięknej wyspie, a na jej środku stał stół.
Gdy podeszłam bliżej, ujrzałam na nim słój, a w nim znajdowała się mucha, którą wczoraj uwięziłam. Zamarłam z wrażenia. Pamiętałam o tym, że żałowałam tego, co zrobiłam z nią wczoraj, więc odręciłam słój.
Nie wiem, kiedy, znalazłam się w swoim pokoju.
Słoja ani muszki już nie było, a ja od tamtej pory pamiętam, by nie zamykać owadów, bo na podróż w czasie nie zawsze jesteśmy przygotowani.
Koniec i bomba, kto nie słuchał, ten trąba.


Zuzanna Gozdur – laureat

Cunksi
Kap… Kap… Kap…
Zamknęłam oczy i wschłuchiwałam się w kojący dźwięk spadających kropel deszczu. Przez otwarte okno do moich nozdrzy dotarł uwielbiany przeze mnie zapach wilgotnego powietrza. Pociągnęłam potężny łyk zielonej herbaty rozkoszując się dobrze znanym mi smakiem. Ciepły fotel prosił się, aby pozostać na nim jak najdłużej.
Na kolana wskoczyła mi czarna, kudłata kulka.

  • Auć! – wyrwało mi się, gdy jej ostre pazury przebijały materiał moich nowych spodni. Niezrażona niczym kotka odpowiedziała mi głośnym miałknięciem. Wpatrzonymi we mnie szarymi oczami oraz nieznośnym marudzeniem uporczywie próbowała poinformować moją osobę o zbliżającej się porze karmienia.
    Widząc, że próbuję wstać, Abba zeskoczyła na podłogę, po czym powędrowała do miski. Leniwym krokiem podeszłam do szafki, w której zwykle trzymałam kocią karmę. Przeklnęłam pod nosem widząc panujące w niej pustki. Dla pewności sprawdziłam pozostałe półki z nadzieją znalezienia chociaż jedej puszeczki kociego przysmaku. Nic z tego. Po pokarmie dla mojego pupila nie było ani śladu. Spojrzałam na zniecierpliwioną kotkę.
  • Miau! – jej poirytowany wzrok zdawał się mówić: „Chcę jeść. TERAZ!”. Nie mając wyboru otworzyłam lodówkę i wyjęłam z niej swoje parówki. Z opakowania wyciągnęłam ostatnią sztukę pysznej imitacji mięsa i podałam ją czekającej łaskawie na jedzenie Abbie. Ucieszona kotka odwdzięczyła się donośnym mruczeniem. Najwyraźniej ja musiałam obejść się smakiem.
  • I tak miałam przestać jeść to świństwo. – powiedziałam sobie w ramach pocieszenia.
    Zerknęłam na mozolnie poruszające się wskazówki wiszącego nad drzwiami zegarka – 7:43. Oparłam się o blat kuchennego stołu i przymknęłam oczy. Z moich ust wydobyło się głośne ziewnięcie, a ja rozpoczęłam walkę z chęcią spędzenia całego dnia pod ciepłym puchem kołdry. Na twarzy poczułam miłe muśnięcie miękkiego ogona Abby. Szturchnięciem swojej łapki starała się mnie uświadomić o dzisiejszych zajęciach i czekającym mnie sprawdzianie z historii. Wpatrywała się we mnie intensywnie z niezwykłą inteligencją w oczach. Momentami miałam nieodparte wrażenie, że to ona opiekuje się mną, a nie odwrotnie.
    Odruchowo chwyciłam znajdujący się na mojej szyi medalion w kształcie kociej głowy z czarnymi kryształkami zamiast oczu. Obracałam go przez chwilę w dłoni badając palcami każdą, mającą na nim miejsce wypukłość. Osoba, która go stworzyła musiała odznaczać się niespotykaną wręcz dokładnością. Zawieszka przedstawiająca zwierzęcy pyszczek zawierała każdy najmniejszy detal. Nie potrafiłam powiedzieć od jak dawna go noszę. Miałam przy sobie wisiorek odkąd pamiętałam. Mimo że nie wiedziełam dlaczego jest dla mnie aż tak ważny, nigdy go nie ściągałam. Czułam, że tracąc go stracę również jakąś cząstkę siebie.
  • Gadam jak wariatka. – napomniałam się cicho zdając sobie sprawę z absurdalności moich myśli.
    W odpowiedzi usłyszałam tak dobrze znane mi od przeszło dwóch lat mruczenie mojej ukochanej kotki ogłaszające, że wcale nie uważa mnie za świruskę. Pomimo upływu takiego odcinka czasu wspomnienie dnia, w którym wybrałam ją spośród wszystkich kotów w schronisku, pozostawało tak samo wyraźne. Chociaż właściwiej będzie, jeśli powiem, że to ona wybrała mnie. Agresywna, sprawiająca masę problemów pracownikom przytułku dla kotów Abba przy mnie zmieniała się w potulnego baranka. A przynajmniej tak twierdziła dyrektorka kociego schroniska, dla której adopcja tej niezdyscyplinowanej kotki graniczyła z cudem.
    Niespodziewanie strosząc swoje kocie uszka Abba zeskoczyła ze stołu. Cicho prychając pośpiesznie opuściła kuchnię. Zmuszona przez moją ciekawską naturę poszłam w ślad za nią. Moja towarzyszka wbiegła do salonu i zatrzymując się przy regale pełnym książek przyjęła napiętą postawę. Jej zaniepokojone oczka usilnie wpatrywały się w jeden punkt znajdujący się w rogu pokoju. Zaintrygowana i lekko zaniepokojona wstrzymałam oddech starając się znaleźć w myślach jakieść racjonalne wyjaśnienie jej dziwnego zachowania. Po minucie wyczekiwania zwierzak przeniósł swoje nieufne spojrzenie na znajdujące się nieopodal zdjęcie, aby po chwili wydać typowy dla niej, ledwo słyszlany dźwięk zadowolenia i powoli opuścić pomieszczenie.
    Niewiele rozumiejąc podeszłam do stojącej na sąsiedniej półce fotografii, która jeszcze przed sekundą tak skutecznie uspokoiła mojego kota. Dotknęłam oprawionego w ramkę, czarno-białego portretu rodzinnego mojej mamy uśmiechając się nieświadomie na widok znajomych twarzy. Rutynowo przebiegłam wzrokiem po wizerunkach zmarłych członków rodziny spoglądających na mnie zza chłodnego szkła drewnianego obramowania. Momentalnie przed moimi oczami pojawiły się ciepłe uśmiechy dziadków, a w powietrzu poczułam unoszący się zapach kokosowego balsamu mamy. Spojrzenie skierowałam na ciotkę i jednocześnie moją matkę chrzestną, jedyną osobę na fotografii, z którą nie posiadałam żadnych wspomnień. Z jej oczu biła ogromna duma i oddanie, a promiennym uśmiechem roztaczała nadzwyczjną aurę spokoju. Prowadzona dziwnym przeczuciem baczniej przyjrzałam się jej osobie. Na smukłej szyji kobiety dostrzegłam medalion, na który wcześniej nie zwróciłam najmniejszej uwagi. Srebrna zawieszka w kształcie końskiej głowy wykonana z tą samą precyzją co mój łańcuszek. Oczy klaczy były zastąpione kryształkami. Nieoczekiwanie poczułam na sobie czyjś przeszywający wzrok. Pełna obaw rozejrzałam się dookoła. Mimowolnie moje spojrzenie zatrzymało się w miejscu, w które moment temu tak zawzięcie wpatrywała się Abba.
    Podskoczyłam ze strachu, gdy nagle rozległo się głośne pukanie.
  • Idę! – krzyknęłam odkładając trzymane zdjęcie, w chwili gdy niezapowiedziany gość postanowił otworzyć sobie drzwi bez mojej pomocy.
  • Hej, Alina! Gotowa do szkoły? – usłyszałam pełen energii głos należący do mojej najlepszej przyjaciółki. – Liczę na twoją pomoc na sprawdzianie. Cześć, Abba! – zawołała z uśmiechem widząc zasypiającą na swoim posłaniu kotkę. W odpowiedzi dostała ciche warknięcie. – Wredne kocisko. – dodała ledwo słyszalnym szeptem.
  • Hejka Aniu! Znowu się nie uczyłaś?
  • Jasne, że się uczyłam, ale na wszelki wypadek wolę się ubezpieczyć. – odpowiedziała. Spojrzałam na nią z politowaniem. – No dobra. Tylko przeczytałam. – Uniosłam swoją cienką brew. – Okej, otworzyłam podręcznik i na tym się skończyła moja nauka. Ale pomożesz mi, prawda? – wyszczerzyła się mając świadomość, że nie odmówię.
  • Co ci tym razem przeszkodziło?
  • Wyprzedaż butów. – uśmiechnęła się niewinnie. – Nie patrz się tak na mnie. – dodała pod wpływem rzuconego jej, surowego spojrzenia. – Zmienisz nastawienie jak zobaczysz swój urodzinowy prezent. – mówiąc to wyciągnęła z torby owiniętę ozdobnym papierem pudełko. Przejęłam od niej upominek i powoli zaczęłam rozpakowywać paczkę. – Wiedziałam, że ci się spodobają. – powiedziała widząc kiełkujący w moich oczach zachwyt.
  • Miałaś rację. Wybaczam ci twoje lenistwo. – roześmiałam się przymierzając nowe, czerwone i na sto procent strasznie drogie czółenka idelanie pasujące do beżowej spódnicy z kwiatowym motywem, którą właśnie miałam na sobie. – Są świetne.
  • A po lekcjach idziesz ze mną, Hanią, Dominikiem i Ryśkiem do kawiarni świętować. – oświadczyła pełna entuzjazmu.
  • Jesteś wspaniała! – przytuliłam ją.
  • Wiem. – rzekła odwzajemniając mój szczery uścisk. – A teraz bierz torbę i idziemy, bo zaraz będziemy spóźnione na test.
  • Od kiedy jesteś taka pilna? – zażartowałam.
  • Odkąd mam zagrożenie z historii. – odparła krzywiąc się.

Pożegnawszy się po wspólnie spędzonym czasie poszliśmy w swoje strony.
Słońce zaczęło już powoli zachodzić, a niebo ślicznie się zaróżowiło. Wracałam do domu przez park i wsłuchiwałam się w odprężający śpiew ptaków. W ręce niosłam podarowane przez moich przyjaciół torby pełne urodzinowych prezentów. Na twarzy czułam przyjemny wiaterek czochrający moje rude włosy. Do płuc dostał się słodki zapach bzu. Raz na jakiś czas mijałam obcych mi ludzi pędzących do swoich spraw, niezauważających piękna tego wieczoru. Szłam powoli nigdzie się nie spiesząc. Zadarłam na moment głowę podziwiając niesamowity kolor nieba i doszukując się najprzeróżniejszych kształtów w kłębiastych, powolnie płynących po firmamencie chmurkach.
Rozejrzałam się po ogrodzie spacerowym. Na pobliskiej ławce dostrzegłam pogrążoną w lekturze młodą kobietę. Jej nieskazitelna cera nie potrzebowała nakładania ani odrobiny makijażu. Długie, czarne włosy lekko opadały na jej wąskie ramiona, a ciemne oczy zdawały się skrywać niesamowitą mądrość oraz czułość. Miała na sobie długą sukienkę typu rzemień i rękaw z ramiączkami przełożonymi na ramiona. Dolna, nieregularna krawędź odzienia zdobiona była frędzlami. Emanowała bezgraniczną harmonią i majestatem. Zerknęłam ukradkiem na książkę, którą tak pilnie studiowała – Zaklęcia i czary.
Niespodziewanie silny podmuch wiatru zwiał leżącą obok kobiety ulotkę. Widząc powoli wstającą nieznajomą podeszłam szybkim krokiem z chęcią udzielenia jej pomocy. Kiedy schylałam się po broszurę moja ciekawość, nad którą nie potrafiłam zapanować, kazała dyskretnie rzucić mi okiem na zawartość kawałka papieru. Na tle przedstwiającym gwieździste niebo, w centrum informatora znajdował się biały napis – Akademia Ducha, pod którym mieścił się rysunek otwartej księgi. Skierowałam wzrok na twarz kobiety. Moją uwagę skupił wiszący na jej szyi wisiorek odbijający promienie Słońca. Srebrzysta zawieszka wysadzana różnokolorowmi kryształkami przedstawiała rozmaite gatunki zwierząt. Nie mogłam pojąć, jak na tak małym medalionie udało się zmieścić tak liczną grupę zwierzyny. Popatrzyłam kobiecie w oczy i powoli wysunęłam w jej stronę trzymaną ulotką. Na jej dłoniach dostrzegłam wytatuowane gwiazdy. Odbierając swoją własność subtelnie musnęła moją skórę koniuszkami swoich delikatnych jak aksamit palców. W chwili tego niezwykłego dotyku wiatr zawirował moimi włosami, w oddali usłyszałam szum wody. Na moim ciele rozeszło się przyjemne ciepło kominka, a pod stopami poczułam miękkość trawy. Wszyskie doznania zniknęły w chwili, kiedy nieznajoma cofnęła swoją rękę. Poczułam przebiegające przez mój organizm dreszcze wywołane jej przenikliwym spojrzeniem. Kobieta przebiegła wzrokiem po mojej twarzy, a w jej oczach dostrzegłam błysk radości, gdy spostrzegła znajdujący się na mojej szyji łańcuczek. Uśmiechnęła się ukazując tym samym szereg białych zębów.

  • Dziękuję, cunksi. – odezwała się melodyjnym głosem. W mojej głowie głośnym echem odbijało się wypowiedziane przez nią słowo córka znajome mi z bajek o dawnym plemieniu Duchów Natury, które nie raz opowiadała mi mama. Onieśmielona jej dostojnością nie potrafiłam wydobyć z siebie żadnego słowa. Mogłam tylko patrzeć jak posłała w moją stronę ostatni ciepły uśmiech, po czym wstała z drewnianej ławki i z wolna odeszła w nieznanym mi kierunku.

Siedziałam na znajdującej się w salonie kanapie i oglądałam pierwszy odcinek długo wyczekiwanego serialu. Nie mogłam jednak skupić moich myśli na rozgrywającej się na ekranie telewizora fabule. Zerknęłam na stojący portret rodzinny kierując moje spojrzenie na postać cioci. Podeszłam w stronę okna i wyjrzałam na jasno świecące gwiazdy. W moich uszach wciąż pobrzmiewało wymówione przez nieznaną kobietę plemienne cunksi. Przed oczami widziałam jej pełen szczerej miłości uśmiech, a wokół siebie czułam bijący od niej spokój ducha. W mojej głowie kłębiła się masa pytań. Chwyciłam w dłonie wiszący na mojej szyi, metaliczny wisiorek z czarnymi kryształkami odbijającymi srebrne, księżycowe światło. Nieopodal leżała pochrapująca cicho Abba.

Źródło: Lipskie Centrum Kultury.




Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*