List do nieba



Piszę listy do nieba,
choć poczta tam nie dociera.
Koperty bez znaczków,
adresy bez numerów,
same wielkie litery: PILNE.

A może niebo ma już dość
naszych próśb o cuda?
Może przesyłki się gubią
gdzieś między chmurami,
może adresat wyprowadził się
do innego nieba?

Słowa jak pióra – to pięknie brzmi, pióra opadają.
A gwiazdy drżą!

Niebo otwiera ramiona,
widziałem to w filmie,
na pocztówce,
w wierszu poprzednika.

Ale co z tego,
skoro jego uścisk
to tylko przestrzeń
między jedną chmurą a drugą?

Nie chce mnie?

Mówisz?

A może po prostu
jestem za ciężki
na te niebiańskie standardy?
Za bardzo rzeczywisty
jak list polecony wiatrem niesiony,
który wymaga pokwitowania.

Może trzeba pisać lżej,
atramentem z deszczu,
na papierze z mgły.
Może trzeba najpierw
nauczyć się latać.

Albo po prostu – nie pisać wcale?

Bo na co niebo czeka?

Wspieraj MojeLipsko – pomóż nam się rozwijać




Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.