Edukacja zdrowotna w szkołach to wsparcie bezpieczeństwa i rozwoju dzieci, a nie „systemowa deprawacja” – tak brzmi główna teza tekstu Tomasza P. Terlikowskiego (dla WP.pl), wierzącego ojca i wieloletniego rzecznika ochrony małoletnich, który polemizuje z apelem prezydium KEP w sprawie wypisywania uczniów z nowych zajęć od 1 września.
Autor – deklarujący przywiązanie do Kościoła i doświadczenie rodzicielskie – odpowiada na odświeżony apel biskupów, którzy w mediach społecznościowych powtórzyli wezwanie do niewyrażania zgody na udział dzieci w edukacji zdrowotnej, nazywając ją „demoralizującą” i „systemową deprawacją”. Terlikowski uznaje te sformułowania za oparte na fałszywych przesłankach i sprzeczne z realnym kształtem podstawy programowej nowego przedmiotu wprowadzanej od 1 września w miejsce WDŻ, początkowo jako zajęcia nieobowiązkowe z możliwością rezygnacji do 25 września.
W centrum programu są kompetencje prozdrowotne: znajomość własnego ciała, profilaktyka, bezpieczeństwo offline i online, komunikacja, żywienie, ruch, zdrowie psychiczne oraz umiejętność mówienia „nie” w sytuacjach nadużyć, w tym rówieśniczych i dorosłych. Wątek seksualności to mniejsza część treści i nie ma charakteru deprawującego; obejmuje m.in. szacunek dla różnych orientacji oraz rzetelne, rozwojowo adekwatne informacje, co autor uznaje za spójne z koniecznością ochrony małoletnich i edukacją antyprzemocową.
Terlikowski odrzuca tezę, jakoby program „zachęcał do odrzucenia kobiecości lub męskości” czy promował „genderową koncepcję płci”, wskazując, że dokument programowy nie zawiera takiego założenia. Ewentualne, nieobowiązkowe wzmianki o transpłciowości umieszcza w kategorii wiedzy o realnych zjawiskach społecznych, z którymi młodzież się styka, co uzasadnia potrzebę faktograficznego, spokojnego ujęcia tematu.
Autor podkreśla, że szkoła działa w społeczeństwie pluralistycznym, gdzie znaczna część uczniów dorasta w rodzinach niepełnych lub patchworkowych, dlatego program musi być inkluzywny i nie ograniczać się do jednego światopoglądu. Wskazuje, że rodzice mają obowiązek dbałości o zdrowie i bezpieczeństwo dzieci, a edukacja zdrowotna ma tu rolę pomocniczą państwa i szkoły, co nie stoi w sprzeczności z wychowaniem religijnym.
W ostrzejszym fragmencie publicysta łączy retorykę listu biskupów z politycznym mobilizowaniem wiernych wokół moralnej paniki, krytykując to jako środek nieadekwatny do celu i podważający wiarygodność w kontekście nierozwiązanych kwestii rozliczeń nadużyć w Kościele. Diagnozuje, że hierarchowie tracą wpływy, a spór o program szkolny staje się narzędziem konsolidacji, co nie służy dobru dzieci i rzetelnej debacie.
Terlikowski zachęca, by kierować się sumieniem i faktami, a nie emocją i uproszczeniami, i by nie wypisywać dzieci z edukacji zdrowotnej, bo ta wzmacnia bezpieczeństwo, samoświadomość i odporność psychologiczną młodych. Zaznacza, że szczegóły programu można doskonalić, lecz odrzucenie całości na podstawie nieścisłych zarzutów szkodzi realnej ochronie małoletnich i jakości wychowania.
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis