10 sierpień 1944 r. – bitwa w lasach małomierzyckich.
10 sierpnia, w godzinach porannych, na teren gajówki Barszcza wjechała niemiecki samochód ciężarowy z trzema żołnierzami. Został on przepuszczony przez ubezpieczenie, a o jego przybyciu zameldował wcześniej w sztabie jeden z żołnierzy placówki ubezpieczeniowej. Wiadomość zastała oficerów podczas porannej toalety, ale mimo to przed pojawieniem się Niemców udało im się zająć stanowiska do obrony. Wchodzących na podwórko gajówki wezwał do poddania się por. Marceli Dusiński „Dym” grożąc im pistoletem. Zapewne i on zdziwił się, że Niemcy posłuchali jego wezwania, nie wiedział bowiem, że za jego plecami mierzy do okupantów z rkm por. Marianem Wujkiewiczem „Judym”. Ostatecznie Niemcy zostali rozbrojeni, a auto ukryte w gęstwinie leśnej.
Około południa tą samą drogą nadjechała kolejna ciężarówka. Tym razem nie dopuszczono jej w pobliże gajówki, ale została ostrzelana z dość znacznej odległości przez oficerów sztabu i żołnierzy z oddziału ubezpieczającego. Jadący ciężarówką Niemcy w liczbie ok. 30 rozproszyli się po lesie i podjęli walkę. Po pewnym czasie wycofali się z niebezpiecznego dla nich terenu. Dla oficerów stało się jasne, że miejsce zakwaterowania zgrupowania zostało zdekonspirowane. Oddział nie mógł opuścić jednak kompleksu leśnego w ciągu dnia. Dodatkowo oczekiwano na powrót jednego z pododdziałów który został wysłany do przeprowadzenia zasadzki na szosie radomskiej.
Około godziny 14 zgrupowanie opuścił Komendant Podobwodu por. Marian Wujkiewicz „Judym”, który postanowił odwieźć motorem księdza Józefa Słabego „Skład” do jego parafii w Wysokiej koło Szydłowca. W tym czasie do zgrupowania dotarł ppor. Franciszek Sikorski „Felek” z Władysławem Niziołkiem „Kulą” łącznikiem Komendy Obwodu, ale ze względu na nieobecność Komendanta Podobwodu opuścili oni zgrupowanie.
Dowodzący zgrupowaniem por. Marceli Dusiński „Dym” zdawał sobie sprawę, że zdekonspirowanie walką postoju partyzantów może wywołać kolejne działania Niemców. Na szczęście do zgrupowania powrócił już pododdział wysłany na zasadzkę. Rozpoczęto przygotowania do dalszej walki grupując oddziały na linii lasu, w rowie. Jednocześnie rozpoczęto przygotowywanie taborów do opuszczenia zagrożonego obszaru.
Zgodnie z przewidywaniami w rejon lasów nadciągnęły siły niemieckie stanowiące równowartość batalionu piechoty z moździerzami i bronią ciężką. Frontalny atak nastąpił od strony Pasztowej Woli, ale został powstrzymany ogniem partyzanckim. Niemcy nie dali jednak za wygraną i rozpoczęli ostrzeliwanie lasu ogniem broni ciężkiej i moździerzy. Zgrupowanie partyzanckie zaczęło ponosić straty. Zabity został Stefan Cyprowski „Jordan” (syn policjanta z Lipska). Ranni zostali: Henryk Stawiarz „Powroźnik”, pchor. Wojciech Chrzanowski „Zek”, Stanisław Bogucki „Piła”, Lech Obiała „Biały” oraz kilku innych z lżejszymi obrażeniami (Gabriel Urlich „Walet” i Jerzy Powroźnik „Fakir” (syn komendanta policji z Lipska – obaj z grupy „Młokosa”).
Straty w ludziach oraz kończące się zapasy amunicji sprawiły, że por. „Dym” nie czekając na noc nakazał oddziałom wycofać się z linii walki. Tabory były już gotowe do odmarszu i zgrupowanie opuściło miejsce walki. Niemcy nie odważyli się wejść do lasu przy zapadającym zmroku, a jedynie ograniczyli się do jego ostrzeliwania i spalenia gajówki Barszczów w Budkach Ciecierowskich. Następnego dnia otoczona została sama Ciecierówka, a wielu jej mężczyzn zostało aresztowanych i zesłanych do obozu koncentracyjnego.
Nie wiedziano o tym w samym zgrupowaniu, które lasami kierowało się na Jedlankę. W młynie w Starej Jedlance zarządzono krótki postój. Kolejny etap marszu wiódł między Krzyżanowicami a Iłżą do majątku Starosiedlice, którego właścicielem był por. Jerzy Kamiński „Bobo”, zastępca Komendanta Obwodu, gdzie pobrano owies dla koni taborowych. Następny postój zarządzono w Pakosławiu, gdzie miejscowe struktury przygotowały posiłek. Tu zostawiono także ciężko rannych. Podchorąży Wojciech Chrzanowski „Zek” umieszczony został w szkole w Pakosławiu, w mieszkaniu nauczyciela Wardasa. Kolejny ranny (postrzał w głowę) umieszczony został początkowo w stołówce majątku, a następnie przeniesiony do domu Jana Celucha w Pakosławiu. W miejscowości pozostał także, u swoich kuzynów, Stanisław Bogucki „Piła” pochodzący z Krzyżanowic. Opiekę nad rannymi sprawowały Mieczysława Kotlicka „Narcyza” i Bogusława Latrzanka „Ewa”, nauczycielka, kierująca pracą miejscowej Wojskowej Służby Kobiet. Podczas pobytu w Pakosławiu doszło jednak do przykrego incydentu: miejscowa drużyna biorąca udział w koncentracji, a wywodząca się z BCh, rozeszła się do domów…
Z Pakosławia zgrupowanie udało się w okolice Tychowa, okrążając w ten sposób Iłżę od strony zachodniej. Ostatecznie żołnierze dotarli do lasów starachowickich i zameldowali się w obozowisku Klepacze.
Nazwiska wywiezionych mężczyzn wyryte są na płycie pamiątkowej przytwierdzonej do figury latarniowej w Pasztowej Woli. Oto one: Dygas Michał, Nogajski Jan, Pryciak Władysław, Pryciak Antoni, Pryciak Karol. Pawlak Stefan, Rosiak Henryk, Sierocki Ignacy oraz Stefan Dziura mieszkaniec Budek Podkońcarskich.
Na ziemi ciecierowskiej wybudowany został pomnik upamiętniający te okrutne wydarzenia, który został odsłonięty 12.08. 1979 roku (dane od Anonimowego użytkownika). Jest to krzyż metalowy i kamienie – głazy polne z płytą pamiątkową, na której obok znaku Polski Walczącej widnieje następujący napis:
MIEJSCE UŚWIĘCONE MĘCZEŃSKĄ KRWIĄ
POWSTAŃCÓW z 1863 R. MIESZKAŃCÓW CIECIERÓWKI
I PARTYZANTÓW AK, KTÓRZY W OBRONIE WIARY
I WOLNOŚCI OJCZYZNY ODDALI SWE ŻYCIE
OKRUTNIE ZAMORDOWANI PRZEZ OKUPANTÓW
HITLEROWSKICH W DNIU 11. VIII. 1944 R.
„WIECZNY ODPOCZYNEK RACZ IM DAĆ PANIE”
KOLEDZY Z ODDZIAŁÓW PARTYZANCKICH I MIEJSCOWE SPOŁECZEŃSTWO.
Źródło: AK Okręg Kielce; Krzysztof Machała; Podkońce.
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis