Serca nie zgubiłem w tramwaju,
nie zjadł go pies ani sąsiadka.
Po prostu pękło.
Nie na pół,
lecz na kawałki drobniutkie,
jak orzech włoski pod młotkiem,
jak lustro w bajce.
Rozrzuciłem je po świecie:
trzy fragmenty w lodówce,
dwa pod poduszką,
jeden zgubił się w poczekalni
u dentysty.
Część wyparowała z herbatą.
Z rozbitych serc robią się
najlepsze mozaiki.
Tyle w nich barw, szparek,
i miejsc na świeżą nadzieję,
która wcale się nie spieszy,
ale zawsze trafia na czas.
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis