Niebo jest dziś z papieru,
przez które światło nie chce przejść.
Za ścianą są śmiechy i głosy
ale żaden nie jest dla Ciebie.
Człowiek to liczba w kartotece,
na oddziale psychiatrycznym,
gdzie lekarz patrzy na Ciebie
jak przez szybę,
i pyta:
„Co Pana sprowadza?”
A Ty nie wiesz,
czy to pytanie, czy wyrok.
Pomoc jest słowem,
które nie zna adresu Twojego łóżka.
Przechodzi obok,
zagląda w łóżka innych,
Ciebie omija szerokim łukiem
jak niepotrzebny przystanek.
Po co lekarz ma się Toba interesować?
Każdego dnia ktoś
przypina Ci nową etykietę:
„przesadza”,
„szuka uwagi”,
„niech się weźmie w garść”.
„weź się już nie składaj,
nie zbieraj z podłogi,
bo podłoga jest daleko”.
Myśli są ciche,
nie robią hałasu,
ale rosną i rosną
jak cień w pustym pokoju szpitalnym.
I ta biedna pielęgniarka, na którą spłynęły wszystkie żale.
Niech ktoś powie,
że jesteś,
że boli,
że warto.
TY powiedz!
Bo nikt za Ciebie nie mówi.
Tylko ta cisza,
najwierniejsza z przyjaciół.
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis