Sto na sto ludzi jest śmiertelnych.
Taki niezmienny wynik.
Nikt się nie wymknął, nikt nie oszukał metryki.
Ciało posłusznie oddaje atomy
łące, chmurze, drzewom, ziemi.
Jak poskładać tę samą osobę
z rozrzuconych po świecie okruchów?
Którą wersję?
Tę z płaczem niemowlęcia,
tę z pierwszym pocałunkiem,
czy tę ostatnią,
zdziwioną, że tchu już brak?
Może chodzi o pamięć tylko,
kruchą fotografię, anegdotę przy stole?
Że niby śmierć nie taka straszna,
da się ją przechytrzyć, oswoić,
jak dzikie zwierzę?
Pomysł zuchwały, trzeba przyznać.
Wymyślić sobie furtkę tam,
gdzie mur NIE po horyzont.
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis