Stoisz przed rozmową jak przed obcym czymś?
Dawne więzy, delikatna siatka ze sznurka,
rwały się cicho, niemal bez szelestu.
Świat nie pękł wcale z hukiem ani hałasem,
po prostu zaniechał powrotnego sąsiedzkiego gestu.
I stoisz tak w tej bezpańskiej przestrzeni,
mierząc wzrokiem głębokość pęknięcia:
jak odezwać się do kogoś, kto się tak zmienił?
Próbujesz milczeć – milczenie też kłuje,
zbyt wymowne, więc pewnie wrogie.
Więc stoisz na progu czy w furtce, próbując zważyć,
które ze słów wybrać na pozdrowienie.
Tylko, że pozdrowienia nie ma.
Niezręcznie zapytać o powszedni sens czy pogodę.
Dawniej udawało się być po prostu obok,
wymienić spojrzenie, skłon głowy i uśmiech.
Dziś zostały osoby i adresy bez oczu i twarzy,
oraz brak powodu do przyjaznego gestu.
Świat zmienił skórę, lekko i bez szoku,
zapomniał imion, nazwisk ale zachował urazy.
A człowiek myśli, jak odezwać się do człowieka…
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis