Pokłóciłem się ze ze sobą – wiersz



W jednym mieszkaniu, pod wspólnym nazwiskiem,
doszło do awantury.
Powód: błahy.
Może chodziło o niedomknięte okno,
przez które wdziera się wieczność,
albo o to, że herbata znów wystygła,
zanim zdążyło się ją wypić.

Stoję naprzeciwko siebie.
Brak lustra,
ale kontury są wystarczająco ostre.
Ja – ten, co ma rację.
Ja – ten, co ma wątpliwość.
Oboje równie uparci w swoim milczeniu,
które huczy jak krew w skroniach.

Próbujemy wyjść z pokoju,
jednocześnie przez jedne drzwi.
Zderzenie ramion.
Przeprosiny,
które nie trafiają do adresata,
bo adresat właśnie odwraca się plecami,
żeby sprawdzić,
czy to już koniec,
czy tylko krótka przerwa
na dalsze niesnaski.

Spięcie następuje błyskawicznie.
Jakby ktoś w ciemności dotknął dwóch gołych przewodów.
Iskrzy od zarzutów, które są tylko pytaniami:
– Dlaczego nie umiesz być bardziej?
– Dlaczego nie potrafisz być mniej?

Wspieraj MojeLipsko – pomóż nam się rozwijać




Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.