Jak Piłsudski 11 listopada zawłaszczył



Czas czytania: 4 min.

Pierwsza wojna światowa, przywróciła do życia państwo polskie. Polska po wielu dziesięcioleciach powróciła na mapy Europy. 

Jeszcze nie wysechł atrament na podpisanym 11 listopada 1918 r. w Compiègne rozejmie między państwami ententy a Niemcami, w Polsce trwała już walka o rząd dusz wchodzącego w niepodległość społeczeństwa. Spierali się nade wszystko zwolennicy Piłsudskiego i Dmowskiego. Starając się udowodnić i przekonać, że to właśnie obrane przez nich ścieżki doprowadziły do odrodzenia się Niepodległej, liczyli, że na zwycięzcę czeka nagroda główna – legitymizacja rządów w powracającym do życia państwie polskim.

Do sporów tych dołączały, inne środowiska, jak choćby posiadająca niemałe aspiracje lewica niepodległościowa (głównie Polska Partia Socjalistyczna) czy próbujący odsunąć w czasie swój polityczny upadek konserwatyści krakowscy.

Dyskutowano nad kolorem barw narodowych, zastanawiając się, czy ma być biało-czerwony, czy może biało-amarantowy. Roztrząsano problem wizerunku godła państwowego, debatując nad orłem białym z koroną i bez korony. Rozprawiano wreszcie o nazwie ciała przedstawicielskiego, które zostanie wyłonione w celu uchwalenia konstytucji. Przede wszystkim jednak teraźniejszość determinowana była sporem o tę najmniej odległą przeszłość.

Toczące się wówczas dyskusje, często zwulgaryzowane, można było śledzić na kartach licznych publikacji, broszur, artykułów prasowych.

Niepodległościowa lewica, czyli wówczas Polska Partia Socjalistyczna, wraz z częścią środowisk włościańskich odwoływały się do utworzenia w nocy z 6 na 7 listopada 1918 roku w Lublinie Tymczasowego Ludowego Rządu Republiki Polskiej, na czele którego stał Ignacy Daszyński. Jego gabinet wydał manifest, w którym nie tylko gwarantowano odradzającej się Polsce republikański charakter, ale głoszono też zwołanie konstytuanty, kreśląc przy tym demokratyczną ordynację wyborczą. Ponadto w sposób szczegółowy zapowiadano przeprowadzenie postępowych reform społeczno-ekonomicznych.

Obóz wszechpolski na plan pierwszy wysuwał datę 11 listopada 1918 roku – moment symbolicznej klęski Niemiec w starciu z ententą i osobistego triumfu lidera narodowych demokratów Dmowskiego.

W Polsce w tym dniu, co warto podkreślić, nie działo się nic nadzwyczajnego. W Warszawie przybyły dzień wcześniej do stolicy Piłsudski otrzymał zwierzchnictwo nad (będącą w zarodku) armią polską. Dostał je z poręki skompromitowanej i powszechnie uważanej za organ kolaborujący z Berlinem Rady Regencyjnej.

Możemy mówić, iż od tego dnia pojawił się nad Wisłą ośrodek niezależnej władzy – czy też, że od tego czasu datować można ciągłość polskiej władzy państwowej. Z łatwością jednak moglibyśmy wskazać inne momenty, które odpowiadałyby tym kryteriom.

Piłsudczycy, co oczywiste, całą narrację budowali wokół osoby swego Wodza.

11 LISTOPADA W SŁUŻBIE PIŁSUDCZYKÓW

Zamach stanu Józefa Piłsudskiego w maju 1926 roku i przejęcie faktycznej władzy w państwie otworzył przed jego obozem nieograniczone niemal możliwości wdrażania w życie własnej wizji najnowszej historii i celebrowania wydarzeń z nią związanych.  „Święta” dla piłsudczyków data 6 sierpnia była bliska jednak jedynie wybranym, z czego zwolennicy Marszałka świetnie zdawali sobie sprawę. Zdecydowano, iż datą najbardziej odpowiadającą społecznym nastrojom będzie 11 listopada.

W specjalnie wydanym przez Marszałka (pełniącego wówczas także funkcję premiera) dokumencie z 8 listopada 1926 roku, w którym znalazły się słowa, że „w dniu 11 listopada państwo polskie obchodzić będzie ósmą rocznicę zrzucenia jarzma niewoli i uzyskania pełnej, faktycznej niezawisłości”, próżno by szukać wzmianki o rządzie lubelskim czy też o Compiègne.  W tym samym czasie w prasie piłsudczykowskiej pojawiały się zdania, że „ósma rocznica wypędzenia z Polski okupantów oraz powrotu z więzienia magdeburskiego budowniczego Niepodległej Polski Józefa Piłsudskiego obchodzona będzie w tym roku uroczyście”. Komendant, jak wiadomo, powrócił z magdeburskiej twierdzy do Warszawy 10 – a nie 11 listopada.

Narracja jednak była już przestawiona na odpowiednie tory i z każdym rokiem nabierała tempa. Na płaszczyźnie lokalnej mnożyły się szybko wprowadzane w życie pomysły powoływania kolejnych komitetów na rzecz budowy pomników upamiętniających poległych legionistów, POW-iaków czy – z czasem – głównie z miejscowych inicjatyw, nazywania imieniem Piłsudskiego ulic, placów i skwerów polskich miast. Imię Marszałka starano się łączyć także z upamiętnianiem innych wydarzeń (nie tylko 11 listopada) oraz postaci polskiej historii, które niezależnie od ich rangi odgrywały jakąś rolę w piłsudczykowskich interpretacjach historii.

Piłsudczycy ściśle powiązali fakt odzyskania przez Polskę niepodległości z osobą swego Komendanta. Jego śmierć jedynie wzmogła personalną nutę w piłsudczykowskiej narracji. Ekpia pomajowa zajęła się dalszym pogłębianiem jego kultu. W ustawie sejmowej z 23 kwietnia 1937 r. wprost już uznano, że „[d]zień 11 listopada, jako rocznica odzyskania przez Naród Polski niepodległego bytu państwowego i jako dzień po wsze czasy związany z wielkim imieniem Józefa Piłsudskiego, zwycięskiego Wodza Narodu w walkach o wolność Ojczyzny – jest uroczystym świętem niepodległości”.

Na podstawie wpisu dr Krzysztofa Kloca

https://niepodlegla.gov.pl/ 

Wspieraj MojeLipsko – pomóż nam się rozwijać




Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.