Selekcjoner reprezentacji Polski Błażej Korczyński ogłosił kadrę na dwumecz eliminacji mistrzostw Europy z Norwegią (5 i 8 marca). Wśród wybranych znalazł się ponownie Michał Klaus.
Wtorkowe powołanie to w głównej mierze pokłosie udanych występów Michała w meczach z Portugalią, ale także dobrej dyspozycji w meczach ligowych.
Wiedziałem, że nieźle się pokazałem w meczach z Portugalią. Po cichu liczyłem więc na powołanie. Pierwsza nominacja na mecze z mistrzami Europy to był jednak szok.
– wspomina z rozrzewnieniem 29-letni zawodnik, gracz AZS UW Darkomp Wilanów Warszawa.
Wsparcie od trenera
W pierwszym, wyjazdowym meczu z Portugalią Michał nie zagrał od pierwszych minut.
Nie było takiej presji w związku z tym.
– tłumaczy.
W rewanżu w Łodzi, wobec absencji kolegi, zagrał już jednak w wyjściowej piątce.
Na pewno podchodząc do tego dwumeczu czułem respekt, bo to było moje pierwsze zgrupowanie. To było coś wielkiego. Ten pierwszy występ oceniam jednak w miarę pozytywnie. Nie dostaliśmy dzwona od rywala, byliśmy dobrze przygotowani. Portugalia pod względem umiejętności nas przewyższała, ale wolą walki staraliśmy się jej dorównać.
– opowiada debiutant w kadrze Błażeja Korczyńskiego, zwracając uwagę na detale.
Może w pewnym stopniu pomogło to, że nie było kibiców. Mogliśmy się dobrze komunikować z trenerem, a dla nas wszystkich akurat wskazówki z boku są bardzo przydatne. Jesteśmy w stanie na bieżąco korygować, to co trener nam mówi.
– dodaje.
Po dwumeczu z mistrzami Europy Michał Klaus został pozytywnie oceniony przez selekcjonera Błażeja Korczyńskiego. Pokazał, że w trudnych momentach trener może na niego liczyć.
Na pewno pozytywne słowa podbudowują, pomagają mi. Po kadrze i po niezłych meczach pewność siebie wzrasta. Słowa trenera również są bardzo ważne. Występy występami, dla psychiki ma to ogromne znaczenie, ale pochwała, co jakiś czas, też jest istotna i… wskazana.
– zwraca uwagę Klaus, który w pierwszym meczu ligowym po powrocie z reprezentacji zdobył dwie bramki.

Tytuły w kolekcji
Chociaż niektórzy kibice zapewne zobaczyli Klausa pierwszy raz w akcji dopiero przy okazji meczów reprezentacji z Portugalią, to ma on w swoim dorobku niemałe sukcesy.
Mistrzostwo i wicemistrzostwo Polski.
– wylicza trofea sam zainteresowany.
Zdobył je z Gattą Active Zduńska Wola. Działo się to w sezonie 2015/2016 i w kolejnym, zaledwie po półrocznym graniu w I lidze futsalu w AZS UW.
Zdobyłem wtedy bodajże 12 bramek i zadzwonił telefon od trenera Marcina Stanisławskiego.
– wspomina wydarzenia z początku 2016 roku.
I chociaż sam Michał miał duże wątpliwości, czy dojazdy z Warszawy do odległej o 200 kilometrów Zduńskiej Woli są dla niego, ostatecznie zdecydował się na ten krok.
Miałem wsparcie w osobie Mariusza Milewskiego, który również pokonywał tę trasę.
– mówi.
Do historycznego mistrzostwa Polski z Gattą Michał dołożył skromną cegiełkę, jeden gol w siedmiu meczach, to jednak swoje zrobił. W kolejnym sezonie, przeplatanym kontuzjami, dołożył wicemistrzostwo Polski, a łącznie w Zduńskiej Woli spędził 2,5 roku, z roczną przerwą na grę w AZS UW.
Po owocnym czasie w Gattcie wróciłem do stolicy, dobrze grałem w I lidze, więc po kolejnych dwunastu miesiącach znowu odebrałem telefon ze Zduńskiej Woli, czy nie chcę wrócić.
– opowiada.
Ekstraklasa dla Michała była głównym magnesem, aż w końcu cel zrealizował w stolicy:
Chciałem grać wśród najlepszych, to był mój priorytet. Różnica między pierwszą ligą, a Statscore Futsal Ekstraklasą jest jednak widoczna. Chyba przede wszystkim w szybkości gry. Może w pierwszej lidze też widoczne jest mniejsze doświadczenie. Może mniejsze umiejętności… Na zapleczu kilka drużyn gra o awans, reszta jest słabsza. Zawodnicy przechodzący z boiska na parkiet również nie są w stanie tak szybko przełożyć swoich umiejętności na hale.
Najlepszy sezon
Michał jest wychowankiem Zawiszy Sienno, to tam stawiał pierwsze piłkarskie kroki.
Trafiłem tam od razu do grupy juniorów starszych, bo innych młodszych młodzieżowych grup nie było.
– przyznaje reprezentant Polski. Trenował również indywidualnie z bratem.
W wieku 16 lat trafiłem do seniorskiej drużyny.
– dopowiada Michał, który zakończył grę w miejscowym klubie, gdy postanowił przeprowadzić się na studia do stolicy.
Ale nieraz jeszcze, gdy mam wolne, to wracam w rodzinne strony i pomagam chłopakom.
– uśmiecha się.
Dzisiaj jednak zdecydowanie priorytetem jest futsal. Przygoda Klausa z tą dyscypliną rozpoczęła się blisko dziesięć lat temu, podczas tradycyjnych już Akademickich Mistrzostw Polski w futsalu. Otrzymał wtedy propozycję gry w stołecznym AZS, ale nie był w stanie tego godzić z uczelnią. Dopiero, gdy zaczął pracę, mógł jednocześnie skupić się na… futsalu.
Dostałem wtedy telefon od dobrze znanego Kuby Mikulskiego. Zapytał nie chciałbym przyjść i pograć w pierwszej lidze, w AZS.
– wspomina czasy, gdy trenem warszawskiej ekipy był Rafał Klimkowski.

Dzisiaj pod trenerskim dowództwem Macieja Karczyńskiego notuje swój najlepszy sezon. Ma na koncie siedemnaście zdobytych bramek i wśród snajperów tylko trzech krajowych strzelców może pochwalić się lepszym wynikiem.
Już poprzedni sezon był dla mnie udany, ale ten jest lepszy. W pierwszej lidze zdobyłem 22 bramki, ale tu mówimy jednak o ekstraklasie.
– przyznaje Klaus, który podczas swojego pobytu w Zduńskiej Woli zdobył łącznie cztery bramki.
Jest mi coraz trudniej grać, rywale zwracają na mnie coraz większą uwagę, zauważam to, poprzeczka idzie w górę, ale to jest pozytywne. Dzięki temu się rozwijam, a też koledzy mają więcej okazji.
– zauważa.
Trening w jednostce
Rozmówca nie jest absolutnym „świeżakiem” w kadrze. Do tej pory występował jednak wyłącznie w futsalowej reprezentacji Polski… strażaków.
Gdy nie było pandemii, mieliśmy zgrupowania, braliśmy udział w turniejach międzynarodowych służb mundurowych.
– opowiada 29-latek, który przygodę ze służbami mundurowymi rozpoczął jeszcze na studiach w Warszawie.
Z reprezentacją Polski dwukrotnie na nieoficjalnych mistrzostwach świata w Holandii dotarł do ćwierćfinału.
Na tym etapie jednak odpadaliśmy.
– przyznaje ze smutkiem strażak.
Dzisiaj Klaus pełni służbę w jednostce w Rembertowie.
Jestem zastępcą dowódcy zmiany. Gdy nie ma szefa, to ja dowodzę akcją.
– precyzuje.
Różne sytuacje się zdarzają. Nie tylko pożary, ale te również, ponadto wypadki, czy akcje związane z pogodą czy burzami. Jest czasem niebezpiecznie, trzeba być skupionym… Jak na parkiecie.
– opowiada.
Nie tylko koncentracja przydaje się w pracy zawodowej Michała. Praca w systemie zmianowym 24 godziny pracy, na 48 godzin wolnego pozwala w większym aspekcie skupić się na futsalu.
Gdy czuwamy w jednostce, to zawsze mogę zrobić trening siłowy. Na pewno sprawność fizyczna przydaje się w mojej pracy, jak i na hali. Na pewno dzięki futsalowi łatwiej mi utrzymać sprawność w straży, ale i na odwrót.
– mówi Michał, który może liczyć również na wsparcie kolegów.
Podczas meczów z Portugalią, kto tylko mógł zasiadał przed telewizorem i trzymał kciuki.
– kończy z uśmiechem.
Źródło: Łączy nas piłka.
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis