Jan Wolski twierdził, że jechał furmanką przez leśną drogę, gdy napotkał dwie dziwaczne istoty. Wedle jego relacji miały 150 cm wzrostu, zielone twarze i ręce.
Mowa tu o tzw. „zdarzeniu w Emilcinie”, od którego w maju minęło dokładnie 45 lat.
Historia Wolskiego wzbudziła nie lada sensację. Wezwano milicję, ale ta wyśmiała mieszkańców wsi. Sprawą zainteresowały się jednak media, a przede wszystkim – ufolodzy z całego świata. Wkrótce powstała ogromna ilość publikacji na ten temat: artykuły, filmowe reportaże, a nawet komiks autorstwa Grzegorza Rosińskiego, twórcy „Thorgala”.
W 2005 roku Fundacja Nautilus postawiła we wsi pomnik upamiętniający historię Wolskiego.
Czemu kosmici wybrali właśnie Emilcin? Mieszkańcy mają swoją teorię. Chodziło o kamień. Leżał kilkadziesiąt metrów od miejsca lądowania. Już wcześniej mówiono o nim „diabelski kamień” i to on mógł naprowadzić UFO.
I ten kamień miał związek z Wolskim, bo to ojciec Jana wziął kamień z łąki i podłożył pod stodołę jako fundament. Potem ludzi mówili, że zaczęły się dziać różne dziwne rzeczy.
– Moja mama mówiła, że w całej wsi nie padał grad, tylko u nich. Zniszczyło im wtedy cały sad. Potem krowy im padały, stodoła się spaliła. Niczym się nie dało tego wytłumaczyć
– wspominał pan Tadeusz.
Jakiś czas potem Wolskiemu seniorowi przyśniło się, że ma zwrócić kamień skąd go wziął. Zrobił to i od tamtej pory miał spokój.
– Aż do lądowania UFO
– dodał Stanisław Bakalarz.
Kamienia już nie ma w Emilcinie. Zaraz po lądowaniu kosmitów, ktoś zabrał go do Warszawy i ślad po nim zaginął.
Wolski miał dobrą opinię. Nie był oszustem, nie zmyślał, regularnie chodził do kościoła.
Wolski – zdaniem mieszkańców Emilcina – był wiarygodny.

Co wydarzyło się w lubelskiej wsi Emilcin 10 maja 1978 roku?
– Jechałem w stronę domu przed 8 – wspominał Wolski w krótkometrażowym reportażu „Odwiedziny, czyli u progu tajemnicy”, nakręconym jeszcze w 1978 roku. – Wyjeżdżam zza krzaków i zauważam dwie osoby idące w tę samą stronę, w którą jechałem. Z początku szli prędzej, a jak mnie zauważyli, to zaczęli iść wolniej. Gdy do nich dojechałem, to jeden się odsunął na lewo, a drugi na prawo. Wjechałem pomiędzy nich, a oni mi w tym czasie wsiedli na wóz.
W środku było jeszcze dwóch kosmitów. Kazali Wolskiemu zdjąć ubranie. Przybysze zaczęli badać ciało Wolskiego za pomocą dwóch tajemniczych „talerzyczków”, a po badaniu udali się na posiłek, który miał „kruszyć się jak twarde ciasto” i mieć „kształt lodu”. Kosmici poczęstowali Ziemianina.
– Ja jednak głową kiwnąłem, że nie. I więcej mnie nie namawiali
– wspomina Wolski.
Całe zajście trwało około 20 minut.
– Ojciec mówił, że jakieś są cudaczne ludzie zielone i w górze jakiś pojazd
– wspominał syn Wolskiego.
– Akurat smażyłam placki
– wspomina jedna z mieszkanek Emilcina.
– Wtem usłyszałam straszny huk. Wyskoczyłam z domu, bo nie wiedziałam, co się stało z dziećmi. Nagle przylecieli Adaś i Agnieszka. Adaś zaczął opowiadać, że widział dziwny samolot podobny do autobusu.
– dodaje.
.
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis