W trakcie piątkowych obrad Sejmu doszło do incydentu, który wstrząsnął polską opinią publiczną i błyskawicznie obiegł media społecznościowe. Podczas wystąpienia wicepremiera i ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza z ław opozycji dobiegły odgłosy udające głośne szczekanie psa. Jak wynika z nagrań udostępnionych m.in. przez zastępcę szefa KPRM Jakuba Stefaniaka oraz z relacji dziennikarzy, za ten akt odpowiadała posłanka Prawa i Sprawiedliwości, była minister kultury Dominika Chorosińska.
Polityczna demonstracja czy brak hamulców?
Sama parlamentarzystka próbowała odnieść się do sprawy we wpisie w serwisie X, twierdząc, że był to „jedyny język”, w jakim można odpowiedzieć na działania partii rządzącej. Zachowanie to wywołało natychmiastowe oburzenie. Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz skomentował incydent słowami o „zezwierzęceniu emocji w polityce” oraz „dowodzie politycznej degradacji”. Do sprawy na mównicy odniósł się również premier Donald Tusk, wyliczając ten wybryk pośród innych przykładów Sejmowej awantury.
Kierownictwo partyjne odcina się od zachowania
Kroki zmierzające do załagodzenia skandalu podjęło kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości. Wiceprezes partii Tobiasz Bocheński w wystąpieniu telewizyjnym publicznie przeprosił za zachowanie klubowej koleżanki. Oświadczył wprost: „Mogę przeprosić. Nie powinno mieć to miejsca”, dodając, że politycy powinni mierzyć wyżej i nie ulegać złym tendencjom.
Pytania o wstyd i granice publicznego powagi
Pojawienie się tego typu zachowań u osób reprezentujących obywateli budzi pytania o szacunek dla instytucji państwowych oraz instytucji kultury i edukacji, z którymi parlamentarzyści bywają powiązani. W obliczu takich wydarzeń opinia publiczna zastanawia się, czy lokalne społeczności oraz placówki edukacyjne – jak szkoła muzyczna w Siennie – nie czują zażenowania, patrzac na tak dramatyczny upadek kultury osobistej w wykonaniu osób sprawujących mandaty poselskie.
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis