Mogłoby się wydawać, że to kwestia architektury.
Że muszą być betonowe ściany,
strażnik chodzący po korytarzu
i klucz, który zgrzyta w zamku o stałej porze.
Więzienie powstaje cicho, bez pozwolenia na budowę.
Nie ma tu ani jednej kraty,
okna są szeroko otwarte na ogród,
gdzie właśnie kwitnie lilak.
Można pójść do sklepu po chleb.
Można kupić bilet do dowolnego miasta,
gdzie autobusy przyjeżdżają zgodnie z rozkładem,
a ludzie noszą ze sobą własne, zwyczajne sprawy.
Tęsknota to po prostu powietrze, które zrobiło się zbyt gęste,
żeby zrobić w nim gest bez pamięci.
To niewidzialna ściana ustawiona dokładnie tam,
gdzie jeszcze wczoraj było czyjeś ramie.
Można spacerować po całej kuli ziemskiej,
rozmawiać o pogodzie, o cenach pomidorów,
głosować w wyborach i przestawiać zegarki z czasu letniego na zimowy.
I tylko ten dziwny brak swobody ruchów,
jakby przestrzeń wokół miała granice
wyznaczone przez jedno, konkretne imię.
Tylko jakie Imię?
I wraca się bez oporu do miejsca.
Pustego miejsca.
Bo gdzie indziej można pójść,
skoro cały świat
jest tylko bezużytecznym nadmiarem miejsca?
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis