Żyłem jak chciałem.
To znaczy – mniej więcej,
z błędami,
które wypełniły życie.
Chciałem iść prosto,
ale ulice skręcały.
Chciałem być mądry,
ale mądrość spała do południa.
Zamierzałem mówić tylko prawdę,
ale prawda zmieniała fakty.
Nie pragnąłem wiele,
tylko spokoju,
ale spokój bał się ciszy,
więc uciekł w hałas dnia codziennego.
Kochałem z ufnością,
która się kurczy jak wełna po praniu.
Żałowałem – czasem.
Cieszyłem się – czasem.
Żyłem jak chciałem,
choć nie zawsze wiedziałem,
czego właściwie chciałem.
I może w tym cały sens jest?
Być niedokładnym w planach,
a dokładnym w codzienności?
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis