Śmierć na czwartym piętrze – wiersz



Ziemia, choć stara, wciąż nosi zielone sukienki,
jakby zapomniała, ile razy kazano jej pójść w żałobę.
A my, lokatorzy czwartego piętra z widokiem na zieleń,
gramy z nią w kości.
O jutro. O dobę.

Kostucha ma świetny kalkulator i nienaganne maniery.

Więc układamy plany, te najbardziej kruche,
ze szkła, z mgły, z obietnic pisanych na piasku.
„Jeszcze się spełnią” – mówimy do kawy o poranku,
zanim cienie uciekną przed powodzią blasku.

To nie jest patos. Asnyk napisałby to piękniej,
używając wielkich liter i marmurowych rzeźb.
My wolimy zielone – ten kolor niedojrzały,
który z uporem maniaka pcha się w każdą szczelinę płyt.

Umieranie?
Owszem, ujęte w grafiku,

nieuniknione jak jesienny spadek liści.
Ale póki krupier nie powiedział koniec,
trzymamy w ręku karty.
Zielone i czyste.
Nasze!

Piękne dni nie czekają w kolejce z biletami,
one się rodzą z błędu w poniedziałek rano.
Jeszcze gramy.
Choćby tylko po to,

by sprawdzić, co tam na jutro zaplanowano.

Wspieraj MojeLipsko – pomóż nam się rozwijać




Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.