Na Przedmieściu gdzieś pod koniec wieku,
w skrzypiących drzwiach domów pachniał chleb.
A teraz każdy ma swoje królestwo,
wysoki płot, alarm z czułością większą
niż do drugiego człowieka.
Nie było fortuny,
ale była sól podawana w dłoni,
i krzesło wyciągane spod stołu,
bo zawsze ktoś przechodził obok
i zawsze chciał usiąść.
Sąsiad nie pożyczy już łyżki cukru,
bo cukier poszedł w górę.
A gdyby i go miał,
to wystawiłby fakturę.
Sąsiad sąsiada widzi rzadziej niż meteory.
Choć dzieli ich tylko plot.
Teraz psy szczekają zza ogrodzenia,
brama rdzewieje od niegościnności.
A człowiek bardziej waży się na złotówki
niż na spojrzenia.
Wilk – ja czy ty?
Nie wiadomo.
Ważne, że każdy trzyma w zębach
to, co jego.
I nie oddaje.
Kiedyś wilki straszyły w bajkach.
Dziś mieszkają w domach jednorodzinnych.
A jednak w razie pożaru,
wszyscy wybiegniemy na pole
w tym samym kierunku.
I przez minutę, może dwie,
zapomnimy, że wilki mamy w kieszeniach,
a pieniądz w pysku.
Po czym wrócimy do siebie,
z ulgą, że nic się nie zmieniło
i że znów może można być rozsądnym.
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis