Obecność
Nie ma w tym nic nadzwyczajnego –
podawanie sobie herbaty o poranku,
pożyczanie ciepła pod kołdrą,
pytanie „co dzisiaj będziemy jeść?”.
A jednak cuda się zdarzają,
kiedy twój oddech miesza się z moim,
kiedy twoje milczenie
jest bardziej wymowne niż moje słowa.
Trwamy obok siebie jak dwa drzewa,
których korzenie splotły się pod ziemią.
Nie wiemy dokładnie, gdzie kończy się jedno,
a zaczyna drugie.
Uczymy się siebie na pamięć,
by potem ze zdziwieniem odkrywać,
że wciąż jesteś zagadką,
jak książka, którą czytam wciąż od nowa.
Mówią, że miłość to wielkie uniesienia,
ogniste deklaracje, romantyczne gesty.
A dla mnie to twoja obecność
w zwykłej codzienności.
Ten szum, gdy myjesz zęby,
kubek odstawiony zawsze w tym samym miejscu,
twoje dłonie, które znają na pamięć
mapę mojego ciała.
Nie musimy być doskonali,
wystarczy, że jesteśmy.
Dwa światy stykające się brzegami.
I właśnie w tej przestrzeni pomiędzy
rodzi się to, co najważniejsze –
pewność, że ktoś widzi twój cień
i nie odchodzi.
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis