Nie ma w tym nic nadzwyczajnego,
wszyscy dostają to samo zaproszenie,
bez możliwości odmowy czy przełożenia terminu.
Niektórzy pakują walizki latami,
inni wyruszają z pustymi rękami,
zaskoczeni nagłym wezwaniem.
Podobno nie trzeba zabierać parasola,
ciepłych skarpet,
ani ulubionej książki.
Ciekawe, czy tam też obowiązuje
jakiś niepisany dress code,
czy wystarczy być po prostu sobą?
Śmierć – ta wielka demokratka –
nie sprawdza paszportów ani kont w banku,
a jednak wszyscy się jej kłaniają.
To jedyna podróż,
z której nie przywozimy pamiątek,
a stajemy się wspomnieniem.
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis