Niedzielny odcinek był pierwszym w nowej, 30. edycji programu i przyniósł prezentację par oraz pierwsze tańce, w tym występ Mai Bohosiewicz z Albertem Kosińskim jako pary numer 3, co zapowiedziano i relacjonowano na żywo przez media rozrywkowe i redakcję Polsat.pl.
Niedzielny wieczór w „Tańcu z Gwiazdami” upłynął pod znakiem debiutów i powrotów, ale to wejście Mai Bohosiewicz z Albertem Kosińskim przykuło uwagę obserwatorów już na starcie transmisji live, kiedy ogłoszono ich jako parę numer 3 i zapowiedziano, że zespół postawi na klarowny podział ról — trener i uczennica — bez półśrodków i bez taryfy ulgowej.
Kosiński, który w minionym sezonie doprowadził Adriannę Borek do finału i regularnie inkasował wysokie noty (jak 38 punktów za pasodoble w decydującym wieczorze), przeniósł tę samą kulturę pracy na nowy duet: precyzyjne prowadzenie, elegancką linię i dramaturgię ruchu, która nie przytłacza partnerki, ale eksponuje jej osobowość sceniczną od pierwszych taktów.
Relacje z wieczoru rysują obraz dynamicznej, czystej kompozycji tanecznej, która spełniła dwa warunki startu: nie zgubiła rytmu transmisyjnego napięcia pierwszego odcinka i zarazem dała Bohosiewicz stabilny grunt do dalszych przemian na parkiecie, co bywa piętą achillesową debiutantek w formacie live.
W kuluarach i krótkich materiałach pomeczowych dominowała mieszanka ulgi i apetytu — emocje Bohosiewicz po debiucie i wyrażone w rozmowach oczekiwania zespołu, że wraz z tygodniami choreografie Kosińskiego będą coraz śmielej sięgać po złożoność rytmiczną i wyraz aktorski, z jakich słynęły jego numery w poprzedniej edycji (m.in. broadway jazz na 35 punktów).
To dopiero otwarcie sezonu, ale niedzielny pokaz potwierdził, że Albert Kosiński należy do wąskiego grona trenerów, którzy potrafią w pierwszym tygodniu postawić fundament pod długą drogę konkursową: technika bez maniery, energia bez nerwowości i wyraźny plan pedagogiczny, który — jeśli utrzyma tempo — może ponownie zaprowadzić jego duet bardzo daleko.
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis