Dokąd tak biegniesz,
z tą miną człowieka, który właśnie spóźnia się?
Oszczędzasz cenne sekundy?
Dwie minuty na skrócie przez trawnik,
dziesięć na nieobejrzeniu się za ptakiem,
pół godziny na rezygnacji z bezmyślnego patrzenia w okno.
Zapisujesz te oszczędności czasu starannie,
jakby dało się je potem wymienić?
Sytuacja jest przecież jasna i dość przewidywalna.
Życie nie przesunie się ani o krok,
żeby zrobić ci miłą niespodziankę.
Czeka bez zastrzeżeń.
Zegarek na twoim nadgarstku
spieszy się z gorliwością godną lepszej sprawy,
ale to tylko kwestia niewielkiej sprężynki.
Chmury tymczasem
przesuwają się z absolutnym lekceważeniem.
Ślimak na krawężniku
i tak dotrze tam, gdzie ma dotrzeć.
Więc po co ta zadyszka?
Ostateczność i tak nie ma w zwyczaju
odwoływać spotkań z powodu twoich nadgodzin.
Usiądź.
Rozepnij kołnierzyk.
Nigdzie nie musisz dzisiaj zdążyć,
i tak zdążysz na wszystko.
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis