Róża stoi w wazonie,
tak, jakby to był jej wybór.
Płatki chylą się powoli,
nie przed tym, kto patrzy,
lecz przed samą nią.
Samotność róży nie krzyczy,
nie ma dla niej języka,
który zostałby usłyszany.
A jednak ktoś powie: piękna,
ktoś inny: zwiędła,
choć róża chciała być tylko
krótkim faktem w powietrzu.
Ale przecież róża nie ma luster,
nie wie, że jest piękna,
nie wie, że zwiędnie.
Nie wie nawet, że jest.
To my jesteśmy w wazonie,
postawieni na stole istnienia
przez kogoś, kto wyszedł z pokoju
i nie powiedział, kiedy wróci.
W końcu ktoś zmieni wodę,
ktoś inny wyrzuci zwiędłe płatki.
Samotność róży
skończy się w koszu na śmieci,
gdzie spotka skórkę od banana,
stary bilet autobusowy
i inne rzeczy, które kiedyś
udawały, że mają znaczenie.
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis