Nic — słowo, które brzmi jak odpowiedź na pytanie, którego nie zadaliśmy,
rozciąga się w myśli jak horyzont, którego nie sposób przekroczyć,
a jednak codziennie próbujemy, stawiając krok w stronę nieznanego,
jakbyśmy wierzyli, że za tą linią czeka coś więcej niż tylko kolejne Nic.
Czy to prawda, że wszystko, co naprawdę ważne, rodzi się z pustki,
że sens, którego szukamy, jest tylko cieniem rzucanym przez Nic,
a każde nasze działanie, nawet najbardziej doniosłe,
jest próbą napełnienia tej bezdennej studni,
która śni się światu od początku istnienia?
Nic nie jest przecież nicością,
jest raczej miejscem spotkania
człowieka z własnym pytaniem,
ciszy z dźwiękiem, światła z mrokiem,
życia z tym, co je przekracza,
i śmierci, która nie jest końcem, lecz punktem zwrotnym
w nieskończonej rozmowie o tym, co było, jest i będzie.
Może właśnie w tej rozciągłej chwili,
która trwa dłużej niż wszystko, co nazwane,
kryje się prawdziwa treść istnienia?
Nie w odpowiedziach, lecz w zawieszeniu,
nie w obecności, lecz w możliwości,
że z niczego może wyrosnąć wszystko,
jeśli tylko nauczymy się patrzeć
na puste miejsce przy stole
jak na zaproszenie do dalszego pytania.
Nic nie jest końcem,
jest początkiem każdej myśli,
która odważy się wyjść poza granice słów,
i może dlatego właśnie
Nic jest tak ważne,
że nie sposób go pominąć,
nawet jeśli udajemy, że go nie ma.
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis