Wczoraj policja interweniowała ponad 20 razy. Jedną z interwencji była wizyta u Pani A. w Lipie Krępie.
Poszło o psa!
Małego psa.
Bardzo małego psa!
Dla Pani A. to jest pies BYDLAK.
Jednak dla mieszkańców to przyjazny piesek. Stoi często przed bramą posesji i obserwuje otoczenie.
Kundelek taki to
– mówi sąsiad.
Nikt się go nie boi. Dzieci chodza na przystanek i również nic im nie robi.
Gryzie po kostkach
– twierdzi Pani A.
Boję się wyjść z domu
– dodaje.
4 godziny później dostajemy alarmującą wiadomość.
Ktoś na wsi przerażony krzyczy. To kobieta.
Jeden wielki dym z podwórka sąsiada idzie.
Rzuciła coś! Petarda? Świeca dymna?
Wybuch słyszało kilka osób. Mieszkańcy się boją. Wychodzą sprawdzić, co się dzieje.
Dzwonimy na policję.
Jest godzina 21:40.
Mieszkańcy czekają.
Zadymiła fest. Aż tyle dymu! Jak z wielkiego ogniska
– informuje mieszkanka.
Godzina 21:53.
Jest policja!
Krążą i krążą, aż w końcu zatrzymali się pod zadymioną posesją.
Według mieszkańców dwa radiowozy. Jeden z kogutami i jeden cywilny.
Policjant wyszedł, zrobił obchód.
I odjechali.
Na posesji, na którą trafiła petarda są dwie kamery. Mogły coś zarejestrować.
Jednak właściciele boja się Pani A.
Czy strach przed zemstą jest powodem braku zgłoszeń, o których mówi policja?
Zaraz zgasną lampy i aby patrzeć jak A. zrobi nam nowy rok, na razie umila czwartkowy wieczór
– konkluduje mieszkaniec.
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis