W cieniu zegara, który tyka bez pytania,
siedzi życie, z kubkiem herbaty w dłoni,
i pyta samo siebie: po co ten pośpiech?
Czy sens jest w tym, by biec od kołyski do grobu,
czy może w tym, by zatrzymać się na chwilę?
A śmierć?
Czy musi przychodzić jak nieproszony gość,
z walizką pełną niedokończonych zdań?
Mogłaby przecież zostać w przedpokoju,
czekać, aż sami ją wpuścimy,
albo wcale – bo po co kończyć,
skoro początek jest taki obiecujący?
Po co to robimy?
Zbieramy chwile jak znaczki,
układamy w albumach marzeń
a one i tak blakną w słońcu codzienności.
Czy nie lepiej po prostu żyć – bez planu,
bez mapy sensów, bez lęku przed końcem?
Stań pod drzewem, posłuchaj wiatru,
on wie, że pytania są tylko echem,
a odpowiedzi – liśćmi, co spadną jesienią.
Ale życie się śmieje, puszcza oko.
Może sens jest w tym, by pytać,
nawet jeśli echo milczy.
Bo w końcu, po co być, jeśli nie po to,
by czasem, na przekór wszystkiemu,
po prostu być?
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis