W złotozieloni poranku wiosennego
Gdy świat jeszcze w pół-śnie się rumieni,
Wiosna kroczy przez łąki i pola,
Żywozielona w swej nagłej przestrzeni.
Drzewa, dotąd w uśpieniu stężałe,
Lśnieniem tryskają ku górze,
Ich pąki, jak oczy zdziwione,
Patrzą w niebo błękitno-różowe.
W trawie, gdzie rosa perlista
Roziskrzywa swój blask tajemniczy,
Kwiaty z ziemi się rodzą,
Barwobytem zdumione dziewiczym.
Ptaszydła, w gałęziach ukryte,
Pieśnią dzwonią w powietrzu drżącym.
A ja – istność wśród istności trwająca–
Chłonę wiosnę i wiośnieję słońcem.
W zagajniku, gdzie cień z światłem tańczy,
Wiosno-dziwo o ciele zielonym!
Przenikasz mnie na wskroś swoim byciem,
Tak obecna i tak tajemna.
W twym zielonym, szumiącym bezliściu,
Chcę się zgubić i siebie odnaleźć,
By, gdy ciało przeminie w nicości,
Trwać w zieleni twej wiecznej i dalej.
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis