Jeden z sołtysów w naszym powiecie przeżył chwilę grozy. Prawie stracił kilkadziesiąt tysięcy z konta.
Historia wydarzyła sie w tym tygodniu.
W godzinach przedpołudniowych do jednego z sołtysów w naszym powiecie zadzwonił telefon komórkowy.
Osoba dzwoniąca przedstawiła się jako przedstawiciel jednej z firm pożyczkowych działających w Polsce legalnie.
Osoba dzwoniąca delikatnie spytała:
Czy brał sołtys u nas pożyczkę? Czy składał sołtys wniosek?
Sołtys zaskoczony, odpowiada, że nie.
I sprawa ucichła.
Na chwilę!
Po niecałej godzinie zadzwonił kolejny telefon.
Osoba dzwoniąca przedstawiła się jako pracownik banku w którym sołtys ma konto.
Poinformowała, że ktoś chciał wyłudzić dane i potrzebna jest zmiana hasła.
Dodał, że to pilne i niezbędne, żeby ochronić konto bankowe.
Skąd dzwoniący wiedział, gdzie sołtys ma konto?
Policja powinna to ustalić ale policja zniechęciła sołtysa do złożenia zawiadomienia o próbie oszustwa.
Wracając…
Osoba dzwoniąca poprosiła sołtysa o numer identyfikacyjny – numer klienta.
Sołtys podaje numer.
NIGDY TEO NIE RÓBCIE!
Sołtys dostaje sms z linkiem do „pierwszego logowania”, w serwisie internetowym banku.
Sołtys nie klika w niego.
Dzwoniący naciska.
Prosi o dotychczasowe hasło do konta, żeby sprawdzić czyż wszystko jest bezpieczne.
Sołtys zaczyna podawać hasło!
NIGDY TEO NIE RÓBCIE!
W trakcie podawania hasła sołtys nagle powziął wątpliwości i zmienił ostatnie znaki w haśle.
Dzwoniący mówi, że nic nie pasuje i środki z konta właśnie zniknęły.
Sołtys się rozłączył.
Środki na koncie zostały.
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis