Umieram,
nie wśród fanfar.
Umieram po cichu,
w przerwie na kawę,
między jednym a drugim „zaraz”.
Umieram.
Zostawiam niedopitą kawę,
nieprzeczytane przypisy,
i listę zakupów na sobotę.
Umieram,
chociaż wciąż oddycham.
Umieram.
A pies śpi spokojnie na mojej poduszce,
zegar tyka z uporem,
jakby miał czas na wszystko.
Umieram.
Ale nie wiem, czy to już,
czy może jeszcze przez chwilę
będę poprawiać koc.
Umieram.
Ale nie dzisiaj,
bo trzeba jeszcze wynieść smieci.
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis