Ubogi papież – król w zniszczonych butach i cerowanej sutannie



Czas czytania: 4 min.

Wyobraźmy sobie papieża, który zamiast złotych szat i purpurowych pantofli nosi zniszczone buty i cerowaną sutannę. Taki obraz wydaje się niemal nierealny w kontekście historii Kościoła katolickiego, który przez wieki gromadził niewyobrażalne bogactwa i budował swój autorytet nie tylko na duchowości, ale i na materialnym przepychu. A jednak, zwłaszcza w ostatnich latach, pojawia się coraz więcej głosów – zarówno wśród wiernych, jak i duchownych – nawołujących do powrotu do ewangelicznego ubóstwa i prostoty.

Katolicki Kościół to jedna z najbogatszych instytucji na świecie. Szacuje się, że posiada co najmniej 73 miliardy dolarów w aktywach, a rzeczywista wartość jego majątku może być znacznie wyższa. Kościół jest właścicielem ogromnych połaci ziemi, nieruchomości, akcji oraz dzieł sztuki, których wartości nie sposób oszacować.

Sam Watykan, według bankierów, dysponuje majątkiem rzędu 10–15 miliardów dolarów, inwestując w bankowość, przemysł, nieruchomości czy giełdę. Dochody te, zwolnione z podatków, zasilają zarówno działalność charytatywną, jak i codzienne funkcjonowanie Stolicy Apostolskiej.

W skali globalnej Kościół zarządza nieruchomościami o powierzchni porównywalnej z Teksasem, a jego wpływy sięgają niemal każdego zakątka świata. W Stanach Zjednoczonych czy Niemczech działają narodowe struktury kościelne, które same w sobie są potężnymi korporacjami. Jednak prawdziwa skala bogactwa pozostaje tajemnicą – finanse Kościoła są w dużej mierze nieprzejrzyste i rzadko podlegają niezależnym audytom.

W Polsce Kościół katolicki cieszy się nie tylko ogromnym autorytetem społecznym, ale i materialnym wsparciem ze strony państwa. W 2022 roku rząd przekazał na tzw. Fundusz Kościelny rekordowe 200 milionów złotych, a w 2024 roku kwota ta ma wzrosnąć do 216 milionów. Fundusz ten, powołany jeszcze w czasach PRL jako rekompensata za odebrane majątki, dziś finansuje m.in. składki zdrowotne duchownych oraz renowacje obiektów sakralnych. Choć formalnie środki trafiają do wszystkich zarejestrowanych związków wyznaniowych, lwia część pieniędzy zasila Kościół katolicki, do którego oficjalnie należy ponad 90% Polaków.

To jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Utrzymanie katechezy w szkołach publicznych kosztuje budżet nawet 1,5 miliarda złotych rocznie. Do tego dochodzą dotacje na remonty kościołów, zwolnienia podatkowe, przekazywanie gruntów czy wsparcie dla kościelnych organizacji charytatywnych. W efekcie polscy biskupi i księża funkcjonują w rzeczywistości, która niewiele ma wspólnego z ewangelicznym ubóstwem. Wystawne rezydencje, luksusowe samochody czy drogie stroje liturgiczne stały się symbolem kościelnego establishmentu.

Na tym tle postawa papieża Franciszka jawi się jako prawdziwy kontrast.

Od początku swojego pontyfikatu konsekwentnie wybierał skromność: zamieszkał nie w pałacowych apartamentach, lecz w Domu św. Marty; zrezygnował z limuzyn na rzecz zwykłego samochodu; wielokrotnie spotykał się z ubogimi, dzielił z nimi posiłki i czas. W swoich homiliach i przemówieniach regularnie przypomina, że prawdziwy uczeń Chrystusa powinien być oderwany od bogactwa, nie bać się ubóstwa, a jeśli posiada dobra – traktować je jako narzędzie służby innym.

Franciszek nie tylko mówi o ubóstwie – on nim żyje. W 2016 roku ustanowił Światowy Dzień Ubogich, podczas którego osobiście zasiada do stołu z bezdomnymi i potrzebującymi. Wskazuje, że Kościół ma być „szpitalem polowym”, a nie elitarną instytucją dla wybranych. Przypomina, że Jezus narodził się w stajni, otoczony przez pasterzy – ludzi prostych, biednych i wykluczonych. To właśnie oni, a nie królowie czy kapłani, jako pierwsi usłyszeli Dobrą Nowinę.

Mimo inspirującego przykładu papieża, codzienność polskiego Kościoła daleka jest od ewangelicznego ideału. Obrazy biskupów w złotych mitrach, procesje z relikwiami wśród tłumów wiernych, wystawne święta i drogie inwestycje budowlane kontrastują z coraz częściej słyszalnym głosem ubogich i wykluczonych. Wierni widzą tę przepaść i coraz częściej domagają się zmian: większej przejrzystości finansów, ograniczenia przepychu, realnej troski o potrzebujących.

Wielu duchownych broni się, argumentując, że bogactwo Kościoła służy utrzymaniu świątyń, działalności charytatywnej czy edukacyjnej. Jednak nie sposób nie zauważyć, że dla części hierarchii Kościół stał się instytucją, w której władza i pieniądze przysłaniają pierwotne powołanie do służby.

Pytanie o ubogiego papieża – króla w zniszczonych butach – jest pytaniem o przyszłość Kościoła. Czy możliwy jest powrót do prostoty, do życia wśród ubogich, do cerowanej sutanny zamiast złotych ornatów? Przykład Franciszka pokazuje, że tak – ale wymaga to odwagi, determinacji i gotowości do zmierzenia się z własnym przywilejem.

Kościół, który chce być wiarygodny, musi na nowo odkryć sens ubóstwa. Musi przestać być „korporacją z oddziałami w każdym mieście”, a stać się wspólnotą otwartą na najbardziej potrzebujących. Tylko wtedy głos papieża, nawet jeśli będzie to głos człowieka w cerowanej sutannie, zabrzmi z mocą – nie tylko wśród wiernych, ale i całego świata.

Wspieraj MojeLipsko – pomóż nam się rozwijać




Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.