Powiatowe stołki – wiersz



Czas czytania: < 1 minutę

W powiecie lipskim
posady rosną nie na drzewach,
ale na gałęziach rozmów ukrytych,
pochylonych nad kawą i papierosami w gabinetach.

Najpierw iskra spojrzenia
czy twarz znajoma należała do kuzynki
kolegi z czasów szkolnej ławki,
czy może do kolegi z tamtej ławki?

Wystarczy wujek w starostwie, ciotka z urzędu,
albo ten znajomy, co kiedyś pożyczył łopatę.

Niech nie pytają o konkursy i komisje.
Po co stukać do drzwi,
jeśli klucz dawno wrósł
jeśli nazwisko jest juz znane?

A potem wszystko zgodnie z prawem:
podpis na podaniu, kropka pod nazwiskiem,
obietnica pod stołem niewidzialna,
jakby los był dzbankiem rosołu
dla tych, którzy wiedzą, komu nalać.

W powiecie lipskim ludzie pracują
i milczą.
Nie wypada być zdziwionym,
przecież zawsze tak było,
i pewnie tak będzie.

Może to właśnie jest demokracja,
ta z małej litery, ta nasza, mazowiecka.

Tylko czasem, w nocy, gdy powiat śpi,
zastanawiam się, co by było, gdyby posady
rozdawał wiatr.
Albo deszcz.
Albo sprawiedliwość.

Ale to już inna historia.
Nie z tego powiatu.

Wspieraj MojeLipsko – pomóż nam się rozwijać




3 Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.