Potyczka pod Daniszowem – zapomniana walka partyzantów z ZWZ!



Czas czytania: 3 min.

Poniższa historia bazuje na opowieściach Pana Zygmunta Skowrona, którego ojciec, Stanisław Skowron, został ranny w potyczce pod Daniszowem, oraz Pana Włodzimierza Kuny, którego krewni od strony matki również uczestniczyli w tym boju, za co zostali zamordowani przez okupanta. Brak jakichkolwiek informacji pisanych i ogólnodostępnych materiałów dotyczących tej potyczki. Wszystko co  zaprezentował Krzysztof Machała pochodzi z ustnych przekazów.



W trakcie II wojny światowej w okolicach Lipska działały liczne oddziały partyzanckie. O walkach bojowników Gwardii Ludowej i Armii Ludowej w czasach PRL wielokrotnie pisano, niejednokrotnie manipulując prawdziwymi wydarzeniami na potrzeby propagandowe. Związek Walki Zbrojnej i Armia Krajowa, jako ostoje „reakcjonistów”, były często szykanowane, pomijane i lekceważone przez komunistów w artykułach historycznych. Prześladowanie byłych członków AK w okresie PRL-u powodowało, że partyzanci nie kwapili się opowiadać o swoich działaniach z czasów wojny. Jednak ich historie były przekazywane bliskim i rodzinie: poniższa jest tego przykładem.

Jedna z placówek Związku Walki Zbrojnej (później przekształconego w Armię Krajową) znajdowała się w Długowoli, w dawnym powiecie iłżeckim. Należało do niej kilkunastu mężczyzn z okolicznych wsi (m.in. z Walentynowa, Józefowa i Długowoli), z których tylko kilku posiadało zdobyczną oraz znalezioną na wrześniowych pobojowiskach broń. Z czasem arsenał zwiększył się do kilkunastu sztuk broni, którą ukrywano pod podłogą w szkole w Długowoli. Niemcy w trakcie okupacji przeprowadzili w tej szkole rewizję. Na szczęście nie natrafili na składowisko karabinów i amunicji, dzięki czemu okoliczną ludność ominęły represje. Partyzanci z Długowoli oprócz gromadzenia broni i działalności dywersyjnej, zanim dołączyli do oddziałów AK stacjonujących w Puszczy Iłżeckiej, dokonali kilku akcji bojowych, . Oddziałem partyzantów złożonym z mieszkańców Długowoli i okolic dowodził ppor. Aleksander Cynarski ps. „Topola”. Grupa ta wchodziła w skład Podobwodu IV-Powiśle AK.



Jedną z akcji bojowych tej placówki był atak na zajętą przez Niemców posiadłość w Daniszowie, przeprowadzony najpewniej latem 1940 roku (najpewniej, ponieważ K. Machale niestety nie udało się ustalić dokładnej daty, a osoby z którymi rozmawiał też jej dokładnie nie znały i podawały jako najpewniejszą właśnie początek wojny). Pod majątkiem w Daniszowie, gdzie przed laty istniał również dworek, były ułożone sterty zboża, które zwozili okoliczni mieszkańcy w ramach tzw. kontyngentów. Niemcy zmuszali miejscowych chłopów do młócenia zboża na miejscu, a następnie do ładowania go na ciężarówki, które przewożono do magazynów, najpewniej wojskowych. Licząca kilka osób grupa wypadowa ZWZ z Długowoli postanowiła położyć kres temu wyzyskowi i podjęła decyzję o ataku na strzeżoną przez Niemców placówkę. Wyprawa ta miała charakter spontaniczny i wzięli w niej udział bardzo młodzi (w wieku od 17 do ok. 25 lat) mężczyźni. W akcji uczestniczyli znani partyzanci, m. in.: Franciszek Jelonek, Stanisław Skowron, Górniak (imię nieznane), Bracia Bąk (w wieku 21 i 17 lat).

Grupa złożona m.in. z wyżej wymienionych osób podeszła pod majątek w Daniszowie i zaatakowała Niemców, zajętych pilnowaniem robotników. Wywiązała się strzelanina: żołnierze Wehrmachtu otworzyli ogień do nacierających, zmuszając ich do odwrotu. W walce poważnie ranni zostali Stanisław Skowron oraz Franciszek Jelonek. Stanisławowi niemiecka kula karabinowa urwała rękę, a Franciszek został postrzelony w nogę. Nie wiadomo nic o stratach wśród Niemców.



Po tym zuchwałym ataku, Niemcy przystąpili do poszukiwań oskarżonych o napad Polaków. Udało im się pojmać braci Bąków oraz Górniaka, których następnie przewieziono na posterunek w Lipsku. Pomimo zebranego przez rodzinę Bąk od okolicznych mieszkańców okupu, Niemcy nie zwolnili aresztowanych, ale przewieźli ich do Wąchocka, a następnie rozstrzelali w pobliskim lesie i pochowali w zbiorowej mogile, razem z innymi Polakami oskarżonymi o działania przeciwko Niemcom. Franciszkowi Jelonkowi udało się uciec przed obławą mimo krwawiącej od postrzału nogi: zaopiekowali się nim sąsiedzi, dzięki czemu przeżył wojnę. Stanisław Skowron ukrywał się w okolicznych wsiach, aż do zakończenia działań wojennych, a po wojnie pełnił funkcję leśniczego w nadleśnictwie Marcule.

Źródło: Krzysztof Machała.

Wspieraj MojeLipsko – pomóż nam się rozwijać




Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.