Kochanie,
słowo krótsze niż zakupy w kiosku,
a jednak wypchane po brzegi
jak walizka na dwutygodniowy urlop.
Wypowiadasz je niby mimochodem,
jakbyś zamawiał herbatę bez cukru,
a ja już muszę się zastanawiać,
czy to deklaracja, czy tylko ćwiczenie artykulacji.
Miłość. Czymże jest?
Ta słynna nadinterpretacja biologii,
pomylona z poezją w tanich tomikach,
albo z fizjologią na lekcjach.
A jednak –
kiedy mówisz „kocham”
i nie patrzysz nawet w moją stronę,
świat o ten jeden uśmiech
jest mniej nieprzyzwoicie poważny.
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis