Proboszcz wie najlepiej,
że świat zaczął się w niedzielę o siódmej rano,
a Bóg odpoczął dopiero, gdy spisano protokół parafialny.
W jego kazaniach Napoleon spowiada się codziennie,
Galileusz kaja przed białym dachem plebanii,
a smok wawelski z wdzięczności
przekazuje proboszczowi świecznik z brązu.
Niebo ma formę biura meldunkowego,
klucze do niego leżą w szufladzie zakrystii,
a dusze przesuwają się w kolejce
jak petenci po pieczątkę.
Proboszcz buja rzeczywistość
jak huśtawkę dla dzieci –
raz piekłem straszy, raz raj obiecuje,
w zależności od tego,
czy zbliża się remont dachu kościoła.
Ludzie kiwają głowami:
„niech będzie pochwalona manipulacja”,
bo trudno sprzeciwić się komuś,
kto potrafi jednym gestem
zamienić winę w łaskę,
a datę – w dogmat.
I tylko diabeł w kącie, znudzony,
mruczy pod nosem:
„niech mnie jeszcze raz spróbują oskarżyć
o kłamstwo…”
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis