W życiu trzeba mieć trochę szczęścia i spotkać odpowiednich ludzi na swojej drodze….
ML: Dzień dobry, Kandydatka do Sejmiku Województwa? I to z naszego powiatu? Chce się powiedzieć “łoł”!
MB: Dzień dobry. Tak. Postanowiłam kandydować. Jestem z powiatu, od urodzenia jestem związana z gminą Solec nad Wisłą. Jestem stąd, kocham to miejsce i chcę aby było jeszcze piękniejsze aby było przyjazne mieszkańcom i gościom.
ML: Dlaczego się Pani zdecydowała? Rajkowski widać, że dba o powiat wraz ze Struzikiem.
MB: Owszem, robi bardzo dużo ale nie zaprzeczy Pan, że można więcej. Dlatego też dołączyłam do jego drużyny. Decyzja o starcie w tych wyborach nie należała do najłatwiejszych. Po długim namyśle doszłam do wniosku, że najwyższy czas wykorzystać doświadczenie i wiedzę jaka zdobyłam przez ponad 20 lat pracy, a szczególnie ostatnie 15 w jednostce podległej samorządowi województwa. Do tej pory prym wiedli Kozienice i Grójec. Czas na powiat lipski. Zasłużył na swojego przedstawiciela. Jesteśmy południową brama Mazowsza. Ten region powinien być wizytówką.
ML: Dobrze, zacznijmy od początku. Jest Pani stąd, czyli?
MB: Od urodzenia jestem związana z powiatem lipskim. Moja rodzinna miejscowość to urokliwy Zemborzyn w Gminie Solec nad Wisłą. Do szkoły podstawowej uczęszczałam w Pawłowicach. Bardzo miło ją wspominam. Za każdym razem kiedy obok niej przejeżdżam z sentymentem i uśmiechem patrzę na przepięknie ozdobione okna w klasach ażurami i wycinankami przygotowanymi na zmieniające się pory roku czy święta. My też to robiliśmy.
ML: Chyba najlepszy okres w życiu człowieka.
MB: Niewątpliwie. I te z jednej strony wspaniałe a z drugiej trudny czas wychodzenia z PRL.
ML: I te kolejki po cukier z kartkami. I po mięso. Ale co dalej? Szkoła podstawowa się kończy.
MB. Tak, kolejki, kartki, kto to jeszcze pamięta? A dalej? Najlepsze wtedy, z tradycjami, Liceum w Solcu nad Wisłą. Kończyłam tą szkołę, zresztą jak większość moich kolegów i koleżanek z okolic.
ML: I tam też poznała Pani męża?
MB: Tak! I wytrzymał ze mną do dzisiaj, tak przynajmniej twierdzi, chociaż czasem zastanawiam się kto ma więcej cierpliwości 🙂 I mamy córkę, dorosłą już.
ML: Proszę nam więcej o Liceum opowiedzieć.
MB: To były piękne młodzieńcze czasy. Ci ludzie, nauczyciele, otoczenie. Można zazdrościć wspomnień. Odkąd pamiętam zawsze należałam do tych aktywnych uczniów . Byłam zuchem, harcerzem i działałam w samorządzie szkolnym. W liceum redagowałam szkolną gazetkę „Dzwon”.
ML: Ten słynny “Dzwon”, który ma prawie stuletnią tradycję?
MB: Tak, zachowały się archiwalne numery sprzed wojny. Moje pierwsze doświadczenia z dziennikarstwem i też w pewien sposób z polityką. Już wtedy miałam własne zdanie i poglądy na różne sprawy. Ówczesna Pani Dyrektor Maria Woźniak miała do mnie anielską cierpliwość. A jeszcze większą chyba Pani Basia Zastawna – wuefistka i opiekunka Samorządu Uczniowskiego. 😉 Chyba mnie lubiły taką zbuntowaną i z własnym zdaniem. 😉 Bardzo im za to dziękuję. Za to, że rozumiały i tolerowały młodzieńczy bunt. To pozwoliło nam rozwijać się i znaleźć swoja ścieżkę w życiu.
ML: Właśnie. Ścieżkę polityczną?
MB: Zawsze interesowała mnie polityka. Wiedza o społeczeństwie była jednym z moich ulubionych przedmiotów. Idąc za ciosem podjęłam studia na wydziale dziennikarstwa. Moje pokolenie na rynek pracy wchodziło w bardzo trudnych czasach. Wszyscy, zarówno my, jak i nasi rodzice musieliśmy zmierzyć się z wysokim bezrobociem, bez szans na jakąkolwiek pracę w takich powiatach jak nasz. Żadne zawody nie były poszukiwane na rynku, a na pewno nie dziennikarz.
ML: To w takim razie w jakim celu?
MB: Często jest tak, że młody człowiek wybierając studia podąża za głosem serca. Chce studiować coś co go kręci, co jest jego pasją. Tak było i w moim przypadku. Redakcja szkolnej gazetki wciągnęła mnie. Uwielbiałam to robić. Poza tym zawsze miałam lekkie pióro. Nie wyobrażałam sobie aby studiować np. ekonomię. Byłam pełna ideałów… i zawsze miałam coś do powiedzenia. Dziennikarstwo wydawało się być dla mnie idealne.
ML: Ale jak wiemy szczęście się do Pani wtedy uśmiechnęło.
MB: I szczęście i przypadek. Po skończeniu studiów naturalnym krokiem było podjęcie pracy. W Lipsku powstawało wtedy radio. Koleżanka, która pracowała w urzędzie pracy powiedziała mi, że poszukują dziennikarza. A co tam, pomyślałam…Do odważnych świat należy. Nikogo nie znałam, wiedziałam tylko gdzie jest urząd zresztą… oni też mnie nie znali. Oni, czyli ówczesny burmistrz i wiceburmistrz. Poszłam na spotkanie i zostałam. Pozdrawiam bardzo ciepło Pana Mariana Wodnickiego ówczesnego burmistrza i zastępcę Marka Fiutka. Jestem wdzięczna za to, ze dali mi szansę bo tak naprawdę tu, w Twoim Radiu Lipsko wszystko się zaczęło.
ML: Nasze słynne Radio Lipsko?
MB: Tak, dokładnie. Z sentymentem i wielką przyjemnością wspominam tamten czas. Pana Władka Bajkowskiego, Marzenę Kosińską, Kasię Furmanek, Zosię Magdziarz i wiele innych osób, które przewinęły się w tamtym czasie przez radio. Wszyscy się wtedy uczyliśmy nowego. Pełno wpadek, pełno wspaniałych chwil i pełno radości z dostarczania ludziom informacji. To tu spotkałam świetnych ludzi przy których uczyłam się stąpać twardo po ziemi i zgłębiałam tajniki lokalnej polityki. Bardzo im wszystkim dziękuję. Ta praca była dla mnie dużym wyzwaniem, swego rodzaju szkołą ale dawała mi również wiele satysfakcji.
ML: I wtedy poznała Pani lokalnych polityków.
MB: Zaczęłam wtedy poznawać specyfikę samorządu a lokalni politycy zaczęli poznawać media. Byłam młoda i pełna ideałów. Wielu rzeczy nie rozumiałam ale jeszcze więcej się uczyłam. Bacznie się przyglądałam i wyciągałam wnioski. Z wieloma rzeczami się nie zgadzałam i już wtedy myślałam, że wiele problemów można rozwiązać inaczej.
ML: Ale też poznała Pani szerszą politykę. I polityków.
MB: Tak. To właśnie jako dziennikarka naszego radia miałam okazję przeprowadzić wywiady z wieloma politykami, już wtedy znaczącymi i wpływowymi. Dziś kiedy patrzę na niektórych z nich na ekranie telewizora, myślę sobie… ten pan kiedyś czekał grzecznie i cierpliwie aż przyjdę z mikrofonem, a dziś? Pełen arogancji i buty…
ML: Rozsławiła też Pani Radio Lipsko.
MB: Wspólnie z zespołem. Udało mi się nawiązać współpracę z Polskim Radiem Kielce i Radiową Trójką i od czasu do czasu materiał z życia naszego powiatu został wyemitowany w dużych rozgłośniach.
ML: I uciekł pani z Solca, z radia.
MB: Życie pisze każdemu scenariusze. Chciałam się rozwijać, iść do przodu. Wszystko szybko się potoczyło. Przyszedł czas aby rozstać się radiem, zostawić miejsce dla innych talentów. W międzyczasie ukończyłam studia z public relations i związałam się z większą polityką. I nie uciekłam. W Warszawie jestem od poniedziałku do piątku. Jak wielu zresztą z nas. Tam jest trochę inny rynek pracy. W Solcu jestem w każdy weekend. Na bieżąco wiem co się w powiecie dzieje. No i oczywiście czytam Moje.Lipsko.info. Człowiek, jak tylko na teren powiatu wjedzie, od razu lepiej oddycha. Przyroda. Las, kilkaset metrów, tak samo Wisła i jej uroki i ten widok z kościelnej skarpy. Najlepszy!
ML: Zgadzamy się. Jednak wróćmy do radia. Bo z niego trafiła Pani do wielkiego świata.
MB: Od 15 lat jestem rzecznikiem prasowym Mazowieckiego Zarządu Dróg Wojewódzkich w Warszawie, jednostce samorządowej. Pracuję w Warszawie, mam mieszkanie ale sercem zawsze jak wspominałam jestem w Solcu.
ML: 15 lat to dużo jak na Warszawę, gdzie ludzie zmieniają pracę co kilka lat lub częściej.
MB: Bardzo lubię swoją pracę i zespół, który tam pracuje. Z ogromnym szacunkiem patrzę na moje koleżanki i kolegów, którzy każdego dnia stawiają czoła wielu wyzwaniom przy budowie i utrzymaniu dróg wojewódzkich na Mazowszu a jest ich niemal 3 tys. km. To praca, w której codziennie coś nowego się dzieje, są nowe zadania i wyzwania.
ML: Dotarliśmy do dnia obecnego. Ma pani 40 kilka lat. Jakie plany na przyszłość? Co chciałaby pani osiągnąć? Jakie marzenia spełnić?
MB: Przede mną największe wyzwanie z jakim dotychczas musiałam się zmierzyć – wygrać wybory do Sejmiku Województwa. Na tym aktualnie się skupiam. Mandat dla powiatu lipskiego w sejmiku województwa to duża szansa. To właśnie na szczeblu sejmiku zapadają istotne decyzje dotyczące m.in. naszego regionu. Tu rozdziela się fundusze unijne, tu kształtują się istotne decyzje dla komunikacji drogowej i kolejowej. Budżet samorządu województwa Mazowieckiego tylko na rok 2024 to niebagatelne 8 mld zł. Musimy zjednoczyć siły i wygrać te wybory dla powiatu lipskiego. Radom ma swoich przedstawicieli, nawet kilku, Kozienice, Grójec, Szydłowiec i Przysucha też. Teraz przyszedł czas na powiat lipski!
Więcej o Monice Burdon na jej profilu: Monika Burdon
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis