Najpierw była pasja,
potem powołanie,
a teraz?
Stanowisko!
.
W kampanii wyborczej obiecywał słuchać.
Teraz słucha głównie siebie
i szumu własnej ważności.
Nikt jeszcze nie czuł wtedy się herosem.
Jeszcze wszyscy mówili sobie „MY”.
Potem przyszedł moment,
gdy krzesło zrobiło się wyższe,
a widok z niego – bardziej władczy.
Nie wiadomo kiedy słowo „MY”
rozpadło się na „JA” i „reszta”.
Zaczęły rosnąć przywileje,
zaczęto rozdawać stanowiska jak tulipany na Dzień Kobiet.
Drobne, fałszywe usprawiedliwienia:
„przecież dla dobra gminy”,
„tak robią wszyscy”,
„należy mi się choć trochę godności”
„muszę na tym zarobić”.
A z boku, na korytarzu,
stara sprzątaczka mówi szeptem:
„Kiedyś go znałam. Pomagał mi nosić wiadra.”
Teraz mija ją wzrokiem,
jakby sprzątała swoje nieistnienie.
Ale czas ma swoje procedury.
Za jakiś czas wybory,
a w nich – rachunek sumienia.
A przecież władza to odpowiedzialność – mówili…
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis