Intuicja mówi szeptem,
czasem jakby przez zamknięte drzwi.
Widzi wcześniej niż oczy,
choć wciąż nie ma prawa jazdy w świecie faktów.
Co ja z tego mam?
Parę ostrzeżeń, którym nie wierzyłem.
Kilka furt, które otworzyłem
nie wiedząc, że za nimi stoi ogród,
a nie ślepy zaułek.
Przydaje się, gdy książki milczą
i gdy doświadczenie mruga,
jak człowiek, któremu zabrakło słów.
Ale trzeba uważać,
można wskoczyć do basenu pewności
i nagle poczuć, że wody jest mniej,
niż się wydawało.
Co ja z tego mam?
Pytanie wraca jak echo,
jakby odpowiedź miała kształt monety,
która nieustannie toczy się po podłodze.
A czy ktoś mnie przez to nie lubi?
Pewnie tak.
Intuicja nie jest towarzyska,
częściej stawia kropkę niż przecinek.
Ostatecznie zostaję z nią na osobności.
Siadam po cichu.
Ona coś mówi.
Nie zawsze rozumiem,
ale i tak zapisuję.
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis