Idą — choć przecież już dawno mogli dojść,
tylko nie wiedzą dokąd.
Ziemia pod nimi mięknie jak słowo,
które za często się powtarza.
Wystartowali razem z porannym światłem,
a teraz ścigają własne cienie.
Czas ma gwizdek i zegarek,
ale nikt nie odważy się przerwać meczu.
Świat pędzi —
jakby bał się, że jeśli stanie,
ktoś go zapyta: „Po co?”
A ja — wolę przysiąść na kamieniu.
Zauważyć, jak ślimak odważnie rusza
w stronę kamyka, która nie ucieka.
Nie trzeba wszędzie dojść.
Niektóre drogi mają sens
tylko wtedy, gdy się chwilę postoi.
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis