Bobry w miejscowości Raj w gminie Solec nad Wisłą budują tamy, wykorzystując gałęzie, błoto i pnie drzew, aby spiętrzać wodę w kanałkach i rowach. Takie działania są typowe dla tych zwierząt, które w ten sposób tworzą sobie bezpieczne warunki do życia oraz poprawiają retencję wody w krajobrazie. Jednak dla rolników z tej okolicy działalność bobrów to poważny problem – spiętrzona woda często zalewa łąki i pola, uniemożliwiając koszenie, niszcząc plony oraz utrudniając prace polowe. Woda z kanałku, która nie może swobodnie odpłynąć przez bobrze tamy, rozlewa się po terenach użytkowanych rolniczo, prowadząc do podtopień i strat gospodarczych.
Rolnicy skarżą się również na podkopywanie wałów i brzegów przez bobry, co grozi zapadaniem się ziemi pod ciężarem maszyn rolniczych oraz uszkodzeniami dróg czy infrastruktury przeciwpowodziowej. Problem narasta zwłaszcza tam, gdzie populacja bobrów jest duża, a sieć kanałów i rowów melioracyjnych rozbudowana.
Bóbr europejski jest w Polsce objęty częściową ochroną gatunkową. Oznacza to, że nie można samodzielnie niszczyć tam, żeremi czy zabijać tych zwierząt bez odpowiednich zezwoleń. Odstępstwa od zakazów wydaje Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska (RDOŚ) – może on zezwolić na odstrzał bobrów, niszczenie ich tam i nor, jeśli działania te są uzasadnione poważnymi szkodami w gospodarce wodnej, rolnictwie lub infrastrukturze. Zezwolenia są wydawane na określony czas i obejmują konkretne liczby zwierząt oraz lokalizacje. Przykładowo, w różnych regionach Polski wydawano zgody na odstrzał setek bobrów rocznie, a także na niszczenie tysięcy nor i tam. Odstrzał odbywa się najczęściej w wyznaczonym sezonie i pod nadzorem odpowiednich służb.
Głośny konflikt dotyczący odstrzału bobrów miał miejsce niedawno w Nadleśnictwie Staszów (woj. świętokrzyskie). Leśnicy uzyskali zgodę RDOŚ na odstrzał 120 z 150 lokalnych bobrów oraz na niszczenie ich siedlisk, argumentując, że działalność tych zwierząt zagrażała nowo powstałym zbiornikom retencyjnym, finansowanym ze środków unijnych. Decyzja ta wywołała jednak gwałtowny sprzeciw środowisk przyrodniczych i ekologicznych, które podkreślały, że bobry są naturalnymi „inżynierami ekosystemów”, wspierają retencję wody i przeciwdziałają skutkom suszy. Obrońcy przyrody proponowali alternatywne metody ochrony infrastruktury, takie jak wzmacnianie brzegów siatkami, zamiast drastycznego odstrzału.
Pod wpływem presji społecznej, medialnej i protestów organizacji ekologicznych, Nadleśnictwo Staszów wycofało się z planowanego odstrzału i niszczenia siedlisk bobrów. Zadeklarowano otwartość na dialog oraz poszukiwanie mniej inwazyjnych rozwiązań, które pogodzą ochronę przyrody z bezpieczeństwem infrastruktury.
A co z tym problemem zrobi Gmina?
No właśnie bo coś było mówione że melioracje zrobi pani burmisszz ale podobno pierwszy rolnik powiatu z Sadkowic osobiście bobry ganiał traktorem z opryskiwaczem i się zmoczył w jakimś bajorku aby mu flaga z dachu wystawała :’D