Przychodzę z nicości i się rozkładam,
jak kropla rosy, która nie wie, że paruje.
Wszystko, co robiłem, było pracą na mnie,
szukałem sensu w pustych słowach,
a sens szukał mnie.
Pytam, czy odchodzę, czy przychodzę?
Czy zamykam oczy, czy je otwieram?
Może życie to tylko złudzenie kierunku,
a ja przez cały czas stałem w jednym miejscu,
myśląc, że się poruszam.
Moje winy są małe jak pył,
ale pył zamieniłem w góry.
Moja odwaga to tchórzostwo ubranego w pośpiech,
a miłość to egoizm pachnący różami.
Ale przed odejściem zadam ostatnie pytanie:
czy ktoś mi kiedyś odpowiedział prawdę,
czy wszyscy kłamaliśmy sobie nawzajem tak pięknie,
że uwierzyliśmy w siebie?
Odchodzę teraz, nie wiem dokąd,
pewnie tam, gdzie idą wszystkie rzeczy,
które uważaliśmy za ważne,
zanim okazało się, że takimi nie były.
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis