Karol Nawrocki i kontrowersje wokół transakcji, która wstrząsnęła Polską



Czas czytania: 4 min.

W samym sercu kampanii prezydenckiej 2025 roku wybucha afera, która odsłania mroczną stronę politycznych elit. Karol Nawrocki, kandydat Prawa i Sprawiedliwości i były prezes Instytutu Pamięci Narodowej, staje w centrum burzy po ujawnieniu, że przejął mieszkanie 80-letniego, schorowanego Jerzego Ż. w zamian za rzekomą opiekę. Sprawa, przypominająca scenariusz thrillera o wyłudzeniach, dzieli opinię publiczną i prowokuje pytania o moralność oraz legalność działań jednego z faworytów wyścigu o prezydenturę.

Wszystko zaczęło się od deklaracji złożonej przez Nawrockiego podczas debaty wyborczej w „Super Expressie”. Kandydat PiS, pytany o podatek katastralny, odparł: „Mówię w imieniu Polek i Polaków zwykłych, takich jak ja, którzy mają jedno mieszkanie”. Tymczasem dziennikarze Onetu już następnego dnia ujawnili, że Nawrocki posiada dwa mieszkania – trzypokojowy lokal w gdańskich Siedlcach oraz kawalerkę o powierzchni 28,5 m², oddaloną od jego głównego miejsca zamieszkania o zaledwie 20 minut spacerem.

Kluczem do tajemnicy okazał się starszy mężczyzna – Jerzy Ż., który w 2011 roku wykupił mieszkanie komunalne od miasta Gdańska za 10% jego wartości, korzystając z bonifikaty dla najemców. Według ustaleń, 70-letni wówczas Jerzy nie dysponował środkami na transakcję, dlatego zwrócił się o pomoc do Karola Nawrockiego. W zamian za 12 tys. zł przekazanych na wykup, senior podpisał w 2012 roku umowę przedwstępną, obiecując przekazanie mieszkania rodzinie Nawrockich po pięciu latach. Dlaczego akurat tyle? Polskie prawo nakazuje zwrot bonifikaty, jeśli lokal zostanie sprzedany w ciągu pięciu lat od zakupu. Czekając do 2017 roku, Nawroccy uniknęli konieczności zwrotu 90% wartości mieszkania – czyli około 108 tys. zł.

„Opieka” czy iluzja?

Rzeczniczka sztabu Nawrockiego, Emilia Wierzbicka, twierdziła, że transakcja była wyrazem „wdzięczności” za wieloletnią pomoc: „Karol Nawrocki nabył prawo własności do kawalerki w zamian za wkład finansowy oraz od lat sprawowaną opiekę nad jej właścicielem, w tym ponoszenie kosztów utrzymania mieszkania”. W praktyce okazało się, że historia ma drugie dno. Dziennikarze Onetu dotarli do opiekunki społecznej pana Jerzego, która zdemaskowała narrację sztabu PiS: „Nawrocki nie zrobił dla pana Jerzego nic poza przejęciem jego mieszkania. I do tego bezczelnie kłamie, że płacił rachunki”.

Fakty są bezlitosne: od kwietnia 2024 roku pan Jerzy przebywa w Domu Pomocy Społecznej w Gdańsku, a 92 tys. zł rocznie za jego utrzymanie płaci miasto, nie zaś rodzina Nawrockich. Co więcej, kandydat PiS przyznał, że od grudnia 2024 roku „nie ma kontaktu” z seniorem, choć dziennikarzom Onetu odnalezienie go zajęło zaledwie kilka godzin. „Gdzie jest pan Jerzy? Wziął i zniknął” – ironizował komentator TVN24, wskazując na lukę w opowieści Nawrockiego.

Kulisy „sąsiedzkiej pomocy”

Wbrew zapewnieniom rzeczniczki, pan Jerzy nigdy nie był sąsiadem Nawrockiego. Mieszkał w odległości 1,5 km od głównego lokalu polityka, co podważa mit spontanicznej, sąsiedzkiej pomocy. Co istotne, transakcja z 2017 roku budzi wątpliwości prawników. Mimo że formalnie doszło do niej po okresie karencji, mechanizm „wykupu za pożyczkę” przypomina schematy stosowane przez przestępców mieszkaniowych, którzy wykorzystują słabość starszych osób.

Przykład? W 2021 roku warszawska policja aresztowała mężczyznę, który podpisał umowę dożywocia z 80-letnim seniorem, podsuwając mu puste kartki do podpisu. W przypadku Nawrockiego brakuje dowodów na przymus, ale podobieństwa do procederu „mieszkaniowych wilków” są uderzające. Ekspertka ds. prawa cywilnego, cytowana przez „Politykę”, zwraca uwagę: „Bonifikata miała pomóc ubogim, a nie politykom w budowaniu majątku. To nadużycie ducha prawa”.

Dwie twarze kandydata

Podczas konferencji prasowej 5 maja 2025 roku Nawrocki próbował bronić swojej wersji: „Opiekowałem się starym, schorowanym człowiekiem, który był przez lata moim sąsiadem. Nie mam kluczy do tego mieszkania”. Jednakże dokumenty mówią co innego: w księdze wieczystej kawalerki od 2017 roku widnieją nazwiska Karola i Marty Nawrockich, a hipoteka na ich głównym mieszkaniu wynosi ponad 571 tys. zł.

Lewica nie pozostawia suchej nitki na kandydacie PiS. Magdalena Biejat, rywalka Nawrockiego w wyścigu o prezydenturę, komentuje: „To problem i skandal. Trzeba z tym skończyć. Nawrocki udaje zwykłego Polaka, a dorabia się na ludzkiej biedzie”. Jej słowa znajdują poparcie w danych: wartość kawalerki szacuje się na 400 tys. zł, co oznacza, że inwestycja Nawrockich zwróciła się niemal czterokrotnie.

Systemowa luka czy moralna zapaść?

Sprawa Nawrockiego odsłania szerszy problem: lukę w systemie ochrony mieszkań komunalnych. Bonifikaty, wprowadzone z myślą o najbiedniejszych, stały się narzędziem w rękach sprytnych inwestorów. Jak donosił „Dziennik Gazeta Prawna”, tylko w latach 2010-2020 w samej Warszawie co piąte mieszkanie komunalne zostało wykupione przez pośredników, którzy wykorzystywali starszych najemców.

Karol Nawrocki, jako historyk i były szef Instytutu Pamięci Narodowej, zdawał sobie sprawę z tych nadużyć. Tym bardziej bulwersujące jest, że sam skorzystał z podobnego schematu. Jak podsumowuje dziennikarz śledczy Onetu: „Gdyby zrobił to zwykły Kowalski, sprawa trafiłaby do prokuratury. Tutaj mamy kandydata na prezydenta, który gra rolę obrońcy zwykłych ludzi”.

Gdzie jest pan Jerzy?

Podczas gdy Nawrocki przygotowuje się do kolejnych debat, pan Jerzy przebywa w państwowym DPS-ie. Jego stan zdrowia – według doniesień – wymaga całodobowej opieki. Pytany, dlaczego nie zgłosił zaginięcia starszego mężczyzny na policję, kandydat PiS milczy. Tymczasem opiekunka społeczna seniora ujawnia: „Nawrocki nigdy nie interesował się losem pana Jerzego. To miasto płaci za wszystko – od leków po posiłki”.

Czy transakcja z 2017 roku była legalna? Prawnicy nie znajdują naruszeń, ale etycy biją na alarm. Prof. Anna Łabno, ekspertka ds. polityki społecznej, stwierdza: „To klasyczny przykład zawłaszczenia przestrzeni publicznej. Mieszkanie komunalne miało służyć biednym, a stało się źródłem zysku dla osoby z establishmentu”. W przededniu wyborów sprawa Nawrockiego staje się symbolem podziałów – między zwykłymi obywatelami a politykami, którzy, jak się okazuje, grają według własnych zasad.

Wspieraj MojeLipsko – pomóż nam się rozwijać




Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.