Krzysztof Kiersznowski nie żyje [*]



Czas czytania: 2 min.

Krzysztof Kiersznowski nie żyje. O śmierci aktora poinformował Tomasz Mędrzak, dyrektor artystyczny warszawskiego Teatru TM. Aktor miał 70 lat

Kochany Krzysiu, nie sądziliśmy, że tak szybko przyjdzie się pożegnać. Tyle wspólnych lat, wspólnej pracy, wspólnego życia w teatrze. Trudno wyrazić w takiej chwili wszystkie uczucia, które mamy w sercu.

– napisał dyrektor artystyczny Teatru TM na Facebooku.

Krzysztof Kiersznowski urodził się w Warszawie. Od matki, która pracowała w wydziale kultury Stołecznej Rady Narodowej, zaraził się aktorstwem. Dzięki dziadkowi, przedwojennemu oficerowi i Sybirakowi, który po II Wojnie Światowej znalazł pracę jako bileter w kinie „Świt” – chodził na wszystkie projekcje filmów. Często bywał też w Teatrze Współczesnym.

W latach 1957-64 uczył się w Szkole Podstawowej nr 48 im. Adama Próchnika. W 1968 roku po maturze próbnej wstąpił do wojska. Egzamin dojrzałości zdał już po odbyciu służby.

Jako młody chłopak zmagał się z jąkaniem. Z dolegliwością pomógł mu m.in. Andrzej Krasicki, ówczesny dyrektor Teatru Polskiego.

Udało mu się za pierwszym razem zdać na Wydział Aktorski PWSFTviT w Łodzi, który ukończył w 1977 roku.



Kariera artystyczna

Mając 26 lat wystąpił w „Człowieku z marmuru” Andrzeja Wajdy. W 1976 debiutował na scenie Teatru Ochoty. Dostrzeżony przez krytyków został dwa lata później na XIX Festiwalu Polskich Sztuk Współczesnych we Wrocławiu.

Występował w wielu warszawskich teatrach: Studio, Sceny Prezentacje, Komedia, Rampa, Rozmaitości, „Polonia”, Capitol, tm, IMKA i Kamienica.



Szerokiej publiczności dał się zapamiętać dzięki kultowym rolom w filmach „Vabank” i „Vabank II”, a także w komedii gangsterskiej „Kiler” i „Kiler-ów 2-óch”. Zagrał też w „Superprodukcji”, ” Ile waży koń trojański?”, „Cześć Tereska” czy „Ballada o Piotrowskim”.

Pojawiał się także na szklanym ekranie w wielu rolach serialowych.

Źródło: Polsat News; Teatr TM; Radio dla Ciebie.

Wspieraj MojeLipsko – pomóż nam się rozwijać




Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.